Szlak Orlich Gniazd – na rowerze przez Jurę Krakowsko – Częstochowską
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Na pierwszy wypad rowerowy z sakwami wybrałem Szlak Orlich Gniazd – pewnie jedą z trudniejszych długodystansowych tras w Polsce. Przez 4 dni pokonałem w sumie 272 km – taki dystans to dla mnie żaden problem, nie na tyle dni, ale nowością były przewyższenia. Codziennie pokonywałem przynajmniej tyle co robię na Wzgórzach Trzebnickich, ale tam na 100 km, a nie skumulowane w 60. Przez 2,5 dnia nie widziałem słońca, a kiedy w końcu zobaczyłem, to zrobiło się tak mroźno, że nie wiem jakim cudem łzy wyciskane z oczu podczas zjazdu z góry nie zamarzały na policzkach. Wyruszałem z jednym nie do końca sprawnym kolanem, a już pierwszego dnia uszkodziłem drugie – przyroda jednak lubi symetrię.

Bawiłem się doskonale, a poniżej relacja z wyjazdu.

Szlak Orlich Gniazd na rowerze – informacje praktyczne

Początkowo planowałem opisać dzień po dniu, zamek po zamku, ostaniec po ostańcu… ale koniec końców uznałem, że tak nie zrobię. Bardziej skupię się na wrażeniach z wyjazdu i informacjach praktycznych, które, mam nadzieję, pomogą Ci zorganizować podobną eskapadę.

Nie będę też zaczynał od opisywania, co to jest Szlak Orlich Gniazd. Że to trasa przebiegająca w pobliżu malowniczych zamków zbudowanych za czasów Kazimierza Wielkiego, a następnie zniszczonych podczas Potopu Szwedzkiego – to chyba wiedzą już wszyscy.

Rowerem przez Jurę Krakowsko – Częstochowską – trasa

Wiecie już pewnie, że bardzo szanuję tych, co całe życie na spontanie, ale ja muszę mieć wszystko szczegółowo zaplanowane. Efektem drobiazgowego i skrupulatnego planowania (no dobra, nie aż tak drobiazgowego, raptem jeden wieczór przy piwku nad mapą i z laptopem na kolanach, co by się upewnić, że niczego ważnego nie pominę:) była mniej więcej taka trasa: https://mapy.cz/s/3aol6. Mówię mniej więcej, bo skądś jeszcze te dodatkowe czterdzieści kilometrów (całkiem sporo jednak:) się wzięło na moim liczniku. Dobrą decyzją okazało się zrobienie trasy z północy na południe – na koniec wyjazdu czekała mnie dzięki temu nagroda w postaci szybkiego zjazdu z Ojcowskiego Parku Narodowego:)

O prawdziwej trudności szlaku stanowią przewyższenia. Dla mnie, trenującego podjazdy na niezbyt wymagających Wzgórzach Trzebnickich, te 1000 metrów przewyższenia dziennie z okładem to jest jednak coś, z czym się trzeba liczyć. Trzeciego dnia z Ogrodzieńca do Pieskowej Skały pokonałem ich prawie 2000… Na kwaterze padłem na łóżko i przez kwadrans nie byłem w stanie nic zrobić:)

Zatem nie ze względu na odległości, a przewyższenia warto rozbić wyjazd na kilka dni. Ja wybierałem się w środku jesieni, a że wtedy na trasie po 18 jest… cóż, ciemno niczym na szlaku z Morskiego Oka po zmroku, to zdecydowałem się rozbić wycieczkę na cztery dni po 60-70 km. To była trafna decyzja; latem pewnie mógłbym to zrobić szybciej, ale trzeba sobie zarezerwować trochę czasu na zachwycanie się widokami i szwędanie  wśród ruin z aparatem. Całe szczęście kilka przeczytanych artykułów na różnych blogach skutecznie wybiło mi z głowy pomysł wykręcenia całości w weekend:) Kolejne przystanki wyglądały następująco:

  • dzień pierwszy: Częstochowa – Żarki;
  • dzień drugi: Żarki – Ogrodzieniec (te dwie miejscowości dzieli tylko ok. 40 km, dlatego tego samego dnia zrobiłem jeszcze Ślemień i Pilicę);
  • dzień trzeci: Ogrodzieniec – Pieskowa Skała (z pominięciem Ślemienia, dzięki czemu zaoszczędziłem dobrych kilkanaście kilometrów tego dnia). Tego dnia też w pełni świadomie opuściłem Szlak Orlich Gniazd, decydując, że na zakończenie chciałbym zobaczyć Ojcowski Park Narodowy;
  • dzień czwarty: Pieskowa Skała – Kraków (dokładnie po 233 km), a że do miasta wjechałem w samo południe i miałem jeszcze mnóstwo czasu, to zjechałem przy okazji Bielańsko – Tyniecki Park Krajobrazowy, zwiedzając opactwo benedyktynów.

Przewyższenia były jedynym tak naprawdę wyzwaniem, bo wbrew moim obawom szlak był fantastycznie oznakowany. Pewnie, że w paru miejscach przydałaby się dodatkowa tabliczka albo ochlapanie farbą jeszcze jednego drzewa, ale poza tym nie mogę nic zarzucić.

Szlak Orlich Gniazd – noclegi

Jak zwykle – noclegi rezerwowałem ze sporym wyprzedzeniem przez booking.com. Szczęścia czterech ścian i dachu nad głową szukać też można przez stronę orlegniazda.pl. Poza sezonem myślę, że nie byłoby większego problemu z uzyskaniem noclegu z marszu nawet na jedną noc, bo w każdej miejscowości co drugi – trzeci dom ogłasza się z pokojami do wynajęcia, ale jak to ja – jednak zachęcam do wcześniejszego rezerwowania sobie lokum.

Jaki rower na Szlak Orlich Gniazd?

Wiele osób, decydujących się pokonać Szlak Orlich Gniazd na rowerze, obiera trasę pieszą, swoją decyzję tłumacząc tym, że ta rowerowa omija część wartych zobaczenia atrakcji przyrodniczych. Uważam jednak, że nie jest to dobre rozwiązanie, chyba że ktoś ma fatbike’a🙂

Szlak pieszy w tych fragmentach, w których odchodzi od szlaku rowerowego, jest bardzo mocno piaszczysty – sprawdziłem to osobiście, myląc drogę przed Ogrodzieńcem, co oznaczało konieczność trzykilometrowego pchania dobytku:) Piaszczystych fragmentów i tak całkiem się nie ominie (męczyłem się zwłaszcza trochę pierwszego dnia, najgorzej było za Zrębicami i w okolicach Suliszowic, trochę też drugiego dnia za Kroczycami w stronę zamku Morsko), ale i tak twórcom szlaku należy się szacunek za to, że większość trasy jest bardzo komfortowa. Takich piaszczystych fragmentów jest na szczęście niewiele. Szlak prowadzi z reguły albo leśnymi duktami, albo mało uczęszczanymi drogami. Modelowym fragmentem trasy jest Mirowski Gościniec – 8 kilometrów gładkiego asfaltu między Żarkami a Mirowem, od którego zaczynałem drugi dzień.

Kolarzówki bym na tę trasę nie zabrał, ale rower MTB to też chyba jednak przesada; przedni amortyzator i nieco szersze opony w zupełności wystarczają.

 

Szlak Orlich Gniazd – zamki

Warownie i strażnice zbudowane w czasach Kazimierza Wielkiego stanowią o wartości całego szlaku, dlatego warto tak zaplanować trasę, aby móc im poświęcić nieco czasu. Wstęp do niektórych zamków jest płatny; najdroższy jest zamek w Ogrodzieńcu (wejściówka 12 złotych, czynne od 9), warto jednak zainwestować dodatkowe pieniądze i czas. Część warowni jest przynajmniej częściowo odrestaurowana; chyba najlepiej prezentuje się zamek w Bobolicach, w którym mieści się luksusowy hotel, większość znajduje się w stanie zabezpieczonej ruiny.

Moim faworytem pozostaje jednak zamek Ogrodzieniec. Nie tylko dlatego, że wznosi się na najwyższym wzgórzu całej Jury Krakowsko – Częstochowskiej. Przede wszystkim ze względu na bardzo interesującą ścieżkę dydaktyczną poprowadzoną na zamku, która pozwoliła wczuć się w klimat tego miejsca. I tylko tych widoków szkoda, bo gdyby nie deszcz i mgła, pewnie byłyby wybitne:)

Jura Krakowsko – Częstochowska – przyroda

Jak pisałem wcześniej – niektórzy obierają szlak pieszy, aby zobaczyć te atrakcje przyrodnicze, które szlak rowerowy omija, co moim zdaniem z uwagi na piaszczyste podłoże nie jest dobrym rozwiązaniem. Faktycznie, pewnie skalnych ostańców przy szlaku pieszym jest więcej, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby ze szlaku rowerowego od czasu do czasu zboczyć. Ja tak zrobiłem, co pozwoliło mi zobaczyć chociażby:

Ojcowski Park Narodowy i Bielańsko – Tyniecki Park Krajobrazowy

Kto w miarę uważnie przeczytał moje wypociny do tej pory i zna mniej więcej przebieg szlaku, ten pewnie się zorientował, że w okolicach Olkusza z rowerowym szlakiem Orlich Gniazd na dobre się rozstałem. Miałem do wyboru: albo Ojcowski Park Narodowy albo Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie. Wybór z tych trudnych i z tych najlepszych, bo jedno i drugie piękne, kusiło mnie nawet, aby oba zrobić (według propozycji z 80 rowerów, którą się inspirowałem, jak najbardziej się da). Koniec końców jednak zdecydowałem się na takie rozwiązanie (czy też – ból nóg zdecydował za mnie:). Oczywiście byłem zachwycony, a w Krakowskie Dolinki jeszcze wrócę, bo jest gdzie się pokręcić.

 

Bielańsko – Tyniecki Park Krajobrazowy to już było spokojne dokręcanie kilometrów. Trasa prowadzi wałami brzegiem Wisły, całkiem wolna od ruchu samochodowego, idealna dla strudzonego rowerzysty, który już całkiem sporo ma w nogach.

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd – wrażenia

Wyjazd można byłoby podsumować jednym słowem: FANTASTYCZNY! Ale trzeba by dodać również: wymagający. Zmęczył mnie na tyle, że choć piszę te słowa parę dni po wycieczce, to dalej jakoś nie mam ochoty jeszcze wejść na rower:) Myślę jednak, że każdy, kto lubi kręcić, na Szlaku Orlich Gniazd będzie bawił się znakomicie.