Pierwszy dzień w Pieninach okraszony zdobyciem Trzech Koron wyszedł mi bardzo ładnie. Na drugi dzień zaplanowany miałem Żar – najwyższy szczyt Pienin Spiskich. Tu już niestety pogoda się zepsuła – nie było może jakoś bardzo źle (uprzedzając fakty, prawdziwe atrakcje pogodowe dopiero przyjdą;), a i trochę chmur i trochę deszczu to już dawno przestały być czynniki mnie od gór odstraszające.

Żar wybrałem nieprzypadkowo – w końcu czekało mnie trochę jeżdżenia po niewielkich miejscowościach położonych na trasie na Nowy Targ, uznałem więc, że skoro piątek i normalny dzień pracy (przynajmniej teoretycznie, w końcu to po Bożym Ciele), to łatwiej będzie trafić na kurs nawet spoza wyszukiwarki e-podroznik.pl.

Wysiadłem w Łopusznej, skąd miałem około dziewięciokilometrowy spacer do Dursztyna, który leży niestety poza głównymi arteriami komunikacyjnymi. Spacer asfaltówką, ale bynajmniej nie nudny. Dane mi było zwiedzić historyczne spiskie miejscowości Nowa Biała, Krempachy i rzeczony Dursztyn właśnie, z charakterystyczną spiską zabudową i niewielkimi ryneczkami przy kościołach. Z drogi można było podziwiać szczyty Gorców:

A asfaltówka prowadziła obok charakterystycznych Dursztyńskich Skał:

Z Dursztyna na Żar

Czerwony szlak na Żar zaczyna się przy kościele w Dursztynie. Szlak prowadził początkowo polną drogą, tuż przed stajnią schodził w dół i skręcał w lewo. Do tego momentu był nienajlepiej oznakowany, ale potem już było to, co lubię – czyli znaki na niemal co drugim drzewie:) Zaraz za stadniną trasa zaczynała piąć się w górę i nie przestała, dopóki nie osiągnąłem grzbietu góry. Jeden minus – od tej strony szlak jest mocno zarośnięty krzewami, drzewami i trawą, a że zaczynało coraz mocniej padać (małe preludium do następnego dnia), to szło się dosyć niewygodnie. Było bardzo ślisko i cieszyłem się, że ta część P

Po osiągnięciu wypłaszczenia jeszcze dobre kilkanaście minut do samego szczytu. Z trasy tej rozciągają się fantastyczne widoki na Zalew Czorsztyński z jednej strony i Tatry z drugiej – prześwitują one niejednokrotnie między drzewami. Z powodu deszczu i niskich chmur widoki miałem dosyć ograniczone, ale i tak było na co popatrzeć:

Tu Tatry

A tu zalew

Jeszcze trochę spaceru po płaskim i Żar osiągnięty:

Zejście było już na szczęście dużo mniej zarośnięte niż wejście, a gwarantowało ładne widoki:

i:

Szlakiem czerwonym dotarłem do Przełęczy Przesła, a stamtąd wygodną leśną drogą do Falsztyna. Na trasie napotkałem pasącego się jelenia – na kolejnym biednym zwierzęciu wypróbowałem swój wokal i kolejne nie przekonało się do mojego wątpliwego talentu:)

Z Falsztyna już asfaltówką przez Frydman (tam w kościele do mszy służył Jan III Sobieski, gdy zwycięsko wracał spod Wiednia) do Dębna, gdzie złapałem busa do Krościenka.

Trasa:

Plus 18 km – z Łopusznej do Dursztyna i z Falsztyna do Dębna.