Jacekgedlek.pl - blog turystyczny

Rower, góry i wycieczki – z wiarą!

Wzgórza Trzebnickie na rowerze – Trzebnica i Oleśnica w jednej wycieczce

Trasa przez Wzgórza Trzebnickie należy do moich ulubionych – dość powiedzieć, że robię ją kilka razy do roku. Podczas jednej wycieczki daje możliwość zwiedzenia Trzebnicy i Oleśnicy, gwarantuje także ładne widoki na trasie. Z uwagi na przewyższenia i długość trasy robię ją zazwyczaj w wysokim dla siebie sezonie rowerowym, w lipcu lub sierpniu. Tym razem dane mi było pokręcić już w marcu. Jest forma, czuję, że to będzie kolejny rekordowy rok na rowerze🙂

Na rowerze do Trzebnicy

W sumie do Trzebnicy zdarzało mi się jechać rowerem na różne sposoby, ale ulubiony opisałem w tym miejscu. Ruch samochodowy nie jest duży, a trasa gwarantuje sporo mocnych podjazdów (mocnych jak na mnie, mistrzem up hillu nie jestem:) i tyleż samo szybkich zjazdów.

W zasadzie od swojej poprzedniej wycieczki do Trzebnicy na trasie zmieniło się niewiele – może poza robotami drogowymi w okolicach Siedlca i Godzieszowej. W Skarszynie można skręcić na Boleścin i Piersno – tą trasą dojedzie się na szczyt Góry Prababki. Z drugiej strony, od Głuchowa Górnego, rowerzyści ścigają się w najszybszym wjeździe na Prababkę. A jest z czym walczyć – nachylenie sięga nawet 14%

Ja zamiast na Boleścin, pojechałem w kierunku Głuchowa. Wcześniej już było kilka konkretnych podjazdów, za Skarszynem zaczyna się pierwszy trudniejszy – może niespecjalnie stromy, za to jeden z dłuższych na dzisiejszej trasie. W przeszłości pokonanie tego podjazdu oznaczało dla mnie, że ukończę całą wycieczkę – dzisiaj ledwie raz się zatrzymywałem:)

Potem konkretne hopki za Głuchowem Górnym i szybkie zjazdy. Osiągnąć w tym miejscu 40 km na godzinę to nie jest wielki wyczyn, ale lubię na szczytach garbów czasem się zatrzymać i rozejrzeć. Ładnie widać położony na równinie Wrocław, okoliczne miejscowości giną wśród niewielkich wzgórz.

Jak się zaczyna las bukowy, to znak, że lada moment będę w Trzebnicy. Tu już z górki – i to dosłownie, tu nawet z lekko zaciśniętymi hamulcami jadę powyżej 40. A trzeba uważać, bo na skraju miejscowości prowadzone są prace budowlane, na jezdni może leżeć piasek… Wolę sobie nie wyobrażać konsekwencji wjazdu z tą prędkością w hałdę piasku. Zwalniam też dlatego, bo kieruję się do góry w ulicę Czereśniową. Tędy też po przecięciu drogi wojewódzkiej 340 wjeżdżam w polną drogę (miejscami trochę błotnistą, gdzie indziej bardzo błotnistą:), która poprowadzi mnie na szczyt Winnej Góry.

Panorama Trzebnicy z Winnej Góry

Z Trzebnicy do Oleśnicy

Trochę odpocząłem i zabrałem się w dalej, drogą 340 do Oleśnicy. Aż do Dobroszyc trzeba będzie pokonywać kolejne podjazdy; potem szybkie zjazdy do położonych pomiędzy garbami miejscowości i znowuż to samo. Cerekwicę, Zawonię, Ludgierzowice przejechałem nie schodząc poniżej 30 (a zazwyczaj miałem na liczniku i 10 więcej). Nowy rower, którego jestem szczęśliwym właścicielem od stycznia, dosłownie fruwa… Niestety na podjazdach z czasem bywało już gorzej, trochę spuchłem i płaski teren w Dobroszycach powitałem z westchnieniem ulgi.

Z Dobroszyc ładnym asfaltem jest już dosłownie parę kilometrów do Oleśnicy. Na przecięciu z drogą S8 trzeba tylko uważać, ale w zasadzie to już miasto, więc kierowcy nie powinni (raczej!) pruć zbyt szybko. Ulica Dobroszycka, a następnie Wrocławska poprowadziła mnie ku Bramie Wrocławskiej, która wyznacza wjazd na oleśnicki rynek.

Cube przy pomniku Nike

I z Oleśnicy do Wrocławia

Bardzo lubię Oleśnicę. Wiele tu pamiątek dawnej piastowskiej świetności tego miasta (jak chociażby Zamek Książąt Oleśnickich), ładnych parków i ciekawych kościołów. Godny pozazdroszczenia jest pięknie odnowiony rynek. Zanim zabrałem się w drogę powrotną, na ławce odpocząłem dobre pół godziny… niedzielne wczesne popołudnie, nikt nie pogania, słońce świeci, a przede mną najłatwiejszy odcinek tego dnia:)

Najłatwiejszy, bo i już ostrych podjazdów brak. To znaczy – jeszcze parę razy trzeba będzie się wspiąć na dwóch kółkach, ale łagodnie, a tak to generalnie zazwyczaj będzie płasko albo z górki. I bardzo często wśród naprawdę ładnych lasów – przez Bystre, Piszkawę, Kątną ku Brzeziej Łące, pierwszej tak naprawdę większej miejscowości. W niedalekich Śliwicach znajduje się sklep z częściami samochodowymi Metaliczna Śliwka – gratuluję kreatywności i poczucia humoru:) Ze Śliwic już szybki zjazd do podwrocławskiego Kiełczowa. Ruch do samego Wrocławia znikomy, bo większość kierowców wybiera drogę ekspresową.

Trasa: Okulickiego, Wrocław – Ramiszów – Pasikurowice – Siedlec – Godzieszowa – Skarszyn – Głuchów Górny – Trzebnica – Cerekwica – Zawonia – Ludgierzowice – Dobroszyce – Nowosiedlice – Oleśnica – Bystre – Piszkawa – Oleśniczka – Kątna – Brzezia Łąka – Kiełczów

Mój dystans: ok. 90 km.

Poprzedni wpis

Śladem zamków i pałaców – na rowerze do Wojnowic i dalej

Następny wpis

Majówka 2018 – gdzie pojechać na majówkę? Kilka inspiracji

1 Komentarz

  1. Piękne zdjęcia. Na rowerze chyba takiego dystansu bym nie przebył 🙂

Dodaj komentarz