Marzec podczas ostatniego weekendu pokazał dwa oblicza, co nie przeszkodziło w zdobyciu kolejnych szczytów. Zapraszam do krótkiej relacji!

Sobota – w Góry Sowie i na Włodarza z Głuszycy

Cóż – o tej wycieczce można powiedzieć, że się odbyła. Szlak na Włodarza zaczyna się idealnie przy dworcu PKP w Głuszycy. Najpierw prowadzi ulicami miasta, a potem, niemal niepostrzeżenie, wchodzi w las, gdzie na wysokości sztucznych stawów pnie się delikatnie do góry.

Kondycyjnie trasa absolutnie nie jest wymagająca – to takie Góry Bystrzyckie w wersji mini. Natomiast paskudne warunki (ulewny deszcz, przechodzący w deszcz ze śniegiem, oblodzony gdzieniegdzie szlak oraz iście zimowa temperatura) skutecznie mnie i moje towarzystwo (Siostrę i Szwagra, którzy razem ze mną się zabrali) zniechęciły. Nie doświadczyliśmy też żadnych widoczków – należący do Diademu Gór Polski Włodarz jest zalesiony niemal na całej trasie do niego prowadzącej. Widoki pewnie by się otworzyły na takiej jednej polance, ale niestety – mgła przekreśliła jakiekolwiek szanse na zobaczenie czegoś fajnego.

Zeszliśmy do Walimia, skąd autobus zabrał nas do Wałbrzycha, a stamtąd wróciliśmy do Wrocławia pociągiem. Pewnie dam szansę temu szczytowi jeszcze kiedyś, ale pewnie niezbyt szybko:)

Trasa: mapa-turystyczna.pl

Niedziela – w Góry Wałbrzyskie i na Borową spod Dworca Głównego PKP w Wałbrzychu

Borowa jest jednym z najbardziej pokrzywdzonych szczytów. To ona jest najwyższym szczytem Gór Wałbrzyskich i powinna znajdować się w Koronie Gór Polski, nie zaś Chełmiec, który mierzono od szczytu wieży widokowej. Ale nic nie stoi na przeszkodzie oczywiście, aby zdobyć oba te szczyty:)

Na Borową jest kilka możliwości wejścia. Ja wybrałem żółty szlak prowadzący bezpośrednio z Dworca Głównego w Wałbrzychu. Pierwszym punktem na szlaku jest Góra Zamkowa – niezbyt wysokie, ale stosunkowo strome wzniesienie, na którym znajdują się ruiny zamku Nowy Dwór:

Szło się fajnie, bo pogoda była całkiem inna niż poprzedniego dnia – słońce i ciepło. Z Zamkowej Góry zejście na dół i dalej żółtym szlakiem, który w okolicach Koziej Przełęczy łączy się ze znakami niebieskimi. Na Przełęczy warto przysiąść na chwilę i podziwiać widoczki na całkiem urokliwą dolinę i Góry Sowie w oddali.

Stąd w prawo znakami niebieskimi. Zaraz zresztą pojawi się czerwony szlak na Borową. Jak to w Sudetach Wałbrzyskich bywa – podejście jest krótkie, ale stosunkowo strome. Szczyt został oznakowany dwiema tabliczkami, z której jedna jest zdecydowanie bardziej czytelna.

Na szczycie posiedziałem chwilę (tyle ile na kanapkę), bo nagle się zachmurzyło i zaczął padać śnieg z deszczem, który towarzyszył mi już do końca wycieczki. Szybka decyzja: albo kontynuowanie wycieczki czerwonym szlakiem i stosunkowo szybkie zejście do Dworca Głównego, albo… no właśnie, wybrałem drugą, ciekawszą opcję. Do Koziej Przełęczy wróciłem tą samą trasą, a stamtąd dalej niebieskim szlakiem przez grzbiety: Wołowca i Dłużyny, skąd rozciąga się całkiem fajna panorama Wałbrzycha nawet mimo nienajlepszej aury.

Grzbietem doszedłem do Przełęczy Szybkiej, skąd jest już parę minut do ulicy. Od wyjścia ze szlaku do dworca jest już niecałe trzy kilometry.

Trasa: mapa-turystyczna.pl plus około 3 km z przełęczy na dworzec.