Do Kołobrzegu pojechałem po raz piąty z rzędu (a nie pomnę, który raz w życiu). Gdybym miał wskazać drugie miejsce poza Wrocławiem, w którym czuję się jak w domu, to byłby to właśnie ten nadmorski kurort. W tym wpisie postanowiłem pokazać najważniejsze (bo nie jedyne:) uroki Kołobrzegu. Jeśli jeszcze ich nie znasz, to warto poznać:)

Po pierwsze, nie najgorsza komunikacja.

Do Kołobrzegu dojedziemy pociągiem (chociaż tu akurat połączenia zostały nieco okrojone), busem, a w 7 godzin również samochodem. Kołobrzeg jest też dobrze skomunikowany z całym wybrzeżem – dzięki temu mogłem przejechać kilka naprawdę ciekawych tras rowerowych. A dla miłośników zagranicznych wojaży prawdziwa gratka – połączenie promem z Bornholmem, rowerową wyspą.

Po drugie, znakomity social.

Jeśli się dobrze orientuję, w Kołobrzegu funkcjonuje jedno pole namiotowe. Ale za to jakie! Camping „Baltic” w pełni zasługuje na swoje cztery gwiazdki. Ja wprawdzie jestem bardzo mało wymagający, ale dostęp do nieskazitelnych sanitariatów, czajnika, TV na wypadek toczących się rozgrywek piłkarskich to jest to, co muszę docenić:) A przecież camping znakomicie rozwija również swoją ofertę dla rodziców z małymi dziećmi.

Po trzecie, świetne jedzenie.

Na jedzeniu w Kołobrzegu nie oszczędzam, ale szczególnie upodobałem sobie: restaurację „Pirania” za pyszne filety z dorsza, lodziarnię „Odlodowo” za ciekawe smaki lodów rzemieślniczych oraz usytuowaną w pobliskim Grzybowie kawiarnię „Oleńka” za kotlety XXL, które ratują życie po rowerze:)

Po czwarte, te ścieżki rowerowe…

Kołobrzeg jest bardzo przyjaznym miastem dla rowerzystów. Po ścieżkach rowerowych dojedziemy wszędzie, także do ścisłego centrum. Ale to nie wszystko. Piękna nadmorska ścieżka prowadzi w kierunku Dźwirzyna (ze wschodu) do Ustronia Morskiego (na zachodzie). Prócz niej jest jeszcze kilka innych ciekawych alternatyw. Dość powiedzieć, że w ciągu 15 dni wyjeździłem 450 km (!). To tak, jakbym zdecydował się przejechać wybrzeże od Świnoujścia po Gdańsk.

Opisy wycieczek rowerowych będą zresztą w osobnym wpisie.

Po piąte, szerokie plaże.

Parę lat temu plaże w Kołobrzegu (notorycznie zabierane przez morze) zostały wyremontowane i mają pewnie ze dwadzieścia metrów szerokości (i to nie tylko przy molo, gdzie tak było zawsze:). Dzięki temu można wygrzewać się na piasku w komfortowych warunkach.

Po szóste, natura.

Kołobrzeg położony jest wśród lasów. W jego obrębie znajduje się również Eko Park, będący mieszkaniem dla różnych gatunków ptaków (np. kaczek i łabędzi). Idealna propozycja na spacery – od hotelu „Marina” to jakieś 2,5 – 3 km.

Po siódme, zachody słońca.

Cudne, jak to nad morzem:)

Po ósme, świadectwa historii.

Kołobrzeg to jedno z najstarszych miast w Polsce. W Budzistowie (wiosce pod Kołobrzegiem, nazywanej również Starym Kołobrzegiem) znajduje się stareńki kościółek z okolic 1220 roku. W samym mieście znajdziemy również świadectwa historycznie nam bliższe, jak szlak fortyfikacji albo cmentarz żołnierzy polskich i radzieckich.

 

Swoisty przekrój przez epoki stanowi Muzeum Oręża Wojska Polskiego, które znajduje się w okolicach rynku. Serdecznie polecam, znakomita alternatywa na dzień gorszej pogody.

Po dziewiąte, pogoda.

Wiadomo, ta nad polskim morzem bywa kapryśna. Ale akurat w Kołobrzegu narzekałem… bardzo rzadko, a w tym roku w ogóle trafiłem znakomicie. Na 15 dni miałem ledwie 3 dni gorszej aury.

A Wy? Jakie macie swoje ulubione miejsca nad polskim morzem? Wpisujcie miasta:)