Weekend Bożociałowy tak pomyślałem, aby (bardzo nie lubię tego sformułowania w przypadku wycieczek) zaliczyć cztery kolejne szczyty do Diademu Gór Polski. Plan zrealizowałem, chociaż (uprzedzając fakty) pogoda zmienną jest i na pewno dwie z wycieczek, które pokrótce opiszę, będę chciał pewnie powtórzyć – dla pięknych widoków ze szczytów, jakie niestety nie były mi dane. Zdecydowałem się na Pieniny oraz Gorce, jako bazę wypadową wybrałem piękne Krościenko nad Dunajcem, a na pierwszy strzał poszły Trzy Korony.

Kilka słów jeszcze o samej miejscowości. Leży ona w dolinie Dunajca, wciśnięta między Gorce, Pieniny oraz Beskid Sądecki. Dość powiedzieć, że z rynku prowadzą szlaki na Lubań, Trzy Korony, masyw Dzwonkówki, skąd dalej można pójść w stronę Radziejowej… Do Krościenka można dojechać PKS-em na kilka sposobów, ale najczęściej jeżdżą z Nowego Sącza i Nowego Targu, sporo jest też kursów z Krakowa, Lublina, oczywiście Warszawy. Jednym słowem – pewnie z przesiadką, ale dostaniesz się do Krościenka bez większego problemu.

Zaraz po przyjeździe rozbiłem się na polu namiotowym Cypel (camping raczej dla mało wymagających – brak miejsca na zrobienie sobie kawy i płatne prysznice są trochę słabe, ale na krótki wyjazd w sam raz) i aby nie tracić czasu od razu poszedłem na szlak:

Na Trzy Korony z Krościenka

Obrałem żółty szlak, który niemal od razu przywitał mnie ładnymi panoramami Beskidu Sądeckiego i samego Krościenka:

Szlak prowadzi delikatnie pod górę zazwyczaj wygodną, piaszczystą lub kamienistą ścieżką. Było trochę cienia między drzewami i bardzo dobrze – skwar tego dnia sięgał spokojnie jakiś trzydziestu stopni, więc zadrzewione fragmenty dawały sporo wytchnienia. Kto się zmęczył – mógł odpocząć na jednej z wielu polan lub na miejscach postojowych z ławkami.

Idąc żółtym szlakiem, osiągnąłem Bańków Gronik, Pieniński Potok, polanę Wyrobek i pierwszy dłuższy postój zrobiłem tak naprawdę dopiero na Polanie Szopka, inaczej znaną również pod wdzięczną nazwą Chwała Bogu. A zatrzymałem się nie ze względu na zmęczenie (bo szlak naprawdę łagodny), ale po to, aby podziwiać Tatry, które zdawały się niemal na wyciągnięcie ręki:

Jeszcze jedno podejście… i Trzy Korony zdobyte:

Na tym szczycie można w zasadzie poprzestać, ale po co? Skoro na wyciągnięcie ręki jest wejście na platformę widokową, skąd widoki rozpościerają się w każdą stronę. Wejście jest płatne (5 złotych za bilet normalny), ale bilet upoważnia do wejścia tego samego dnia na Sokolicę.

Panorama była wspaniała. W piękny dzień tak jak tamten czwartek można podziwiać nie tylko niedalekie Gorce i Beskid Sądecki,  nie tylko majestatyczne Tatry, ale także nieco dalsze szczyty Beskidu Wyspowego, Makowskiego, a nawet Babią Górę. Miałem problem z wyborem zdjęć, ostatecznie padło na te:

Beskid Sądecki

Jeśli się nie mylę, to Lubań z charakterystyczną wieżą widokową

No i oczywiście Tatry – teraz trochę schowane za chmurami

Dosyć tego podziwiania widoków, bo na platformie się już mały korek zrobił. Niebieskim szlakiem poszedłem przez Polanę Kosarzyska ku Zamkowej Górze, gdzie za murami Pienińskiego Zamku schronienie znalazła błogosławiona Kinga. Niestety, ruin zwiedzić nie można do odwołania z uwagi na zawalony dach.

Dalej szlakiem niebieskim do Bańków Gronik i tu skręciłem w stronę Czertezia, aby dojść do Sokolicy. I tu się zrobiło ciekawie (nie żeby wcześniej już nie było, po prostu ciekawie w nieco innym sensie:). Otóż w pewnym momencie turysta staje na rozstaju szlaku zielonego i niebieskiego i dostaje do wyboru: albo spokojny, spacerowy, zieeeeew, szlak zielony, albo eksponowany (o, tak!) szlak niebieski. Zgadnijcie, co wybrałem? Podpowiedź: ekspozycje to to, co tygrysy lubią w górach najbardziej:)

Z tą ekspozycją nieco było przesady, ale tylko nieco. Faktycznie na kamieniach niejednokrotnie trzeba było wspomagać się rękoma, szlak był też zabezpieczony licznymi metalowymi barierkami. Natomiast rodziców z małymi dziećmi proszę o wybranie jednak szlaku zielonego i teraz piszę całkiem poważnie.

Ekspozycje pokonane, Czertezik zdobyty, przełęcz Sosnów osiągnięta. Jeszcze tylko pokazać bilet panu w budce, podejść kawałek po metalowych stopniach i jestem na Sokolicy! Nie mogłem sobie odmówić zrobienia zdjęcia słynnego krzywego drzewa, które stało się symbolem Pienin:

Tu również widoki są wspaniałe, głównie na Tatry Słowackie i Beskid Sądecki:

Znowu trochę odpoczynku i zejście ku przełęczy Sosnów. Tu wybrałem szlak zielony, który (przez większość drogi zejściowej brzegiem Dunajca) poprowadził mnie do rynku Krościenka.

Trasa: