Paru znajomych pytało mnie o kilka kwestii praktycznych związanych z moim wyjazdem w Tatry Słowackie. Parę dni spędziłem w Tatrzańskiej Łomnicy – wiosce stanowiącej część miasta Wysokie Tatry. Jak sobie zorganizowałem tam pobyt, o tym już poniżej.

Tatry Słowackie – jak dojechać?

Zakładam, że tak jak ja wybieracie komunikację zbiorową. Dojazd busem w sezonie z Zakopanego w Tatry Słowackie jest bardzo prosty. Kilka razy dziennie kursuje Strama na linii Zakopane – Poprad (rozkład jazdy na stronie przewoźnika). Można płacić w euro lub w złotówkach. Ja za kurs do Tatrzańskiej Łomnicy z Zakopanego płaciłem 22 złote.

Urocza ławka w Tatrzańskiej Łomnicy

Jak się poruszać?

Punkty startowe szlaków w Tatrach Słowackich bywają oddalone od siebie o kilka – kilkanaście kilometrów. Dlatego moim zdaniem warto rozważyć poruszanie się elektriczką – a więc tatrzańską koleją elektryczną, bardziej przypominającą tramwaj dalekobieżny, aniżeli regionalne tabory kolejowe. Tylko uwaga:

  • nie kupisz biletu u konduktora;
  • nie na każdej stacji znajdują się czynne kasy lub biletomaty;
  • ceny pojedynczego przejazdu np. z Tatrzańskiej Łomnicy nad Szczyrbskie Jezioro to koszt 2 euro.

Dlatego najbardziej opłaca się bilet długoterminowy. Ja brałem 3-dniowy (cena 8 euro), ale są także dłuższe. Taki bilet trzeba skasować zaraz po pierwszym wejściu do pociągu!

Garść przydatnych stron:

Jeśli ktoś liczy na szybki transport elektriczką, to lepiej niech wróci do lekcji matematyki:) Rachunek jest prosty: 20 kilometrów między Tatrzańską Łomnicą a Szczyrbskim Jeziorem to godzina – półtorej jazdy (jeśli połączenie jest skomunikowane z pociągiem z Popradu).

Gdzie spać?

Wysokie Tarty to rejon wybitnie turystyczny, nie powinno być zatem problemu ze znalezieniem noclegu. Ja spałem na polu namiotowym Autocamp Tatranec. Wielki plus tego pola namiotowego to fantastyczne widoki na Łomnicki Szczyt. Minusy – to położenie, dwa kilometry od centrum Tatrzańskiej Łomnicy, z czego kilometr trzeba przejść albo asfaltową drogą (uwaga na auta) albo szlakiem. O ile w ciągu dnia to żaden problem, o tyle wracający po zmroku dla swojego bezpieczeństwa powinni mieć na wyposażeniu jakąś czołówkę lub latarkę.

Łomnicki Szczyt – z takimi widokami budziłem się rano

Tatry Słowackie – jakie ubezpieczenie wybrać?

W przeciwieństwie do Polski – na Słowacji akcje ratownicze w górach są płatne (moim prywatnym zdaniem słusznie, ale to nie czas i miejsce na roztrząsanie tej kwestii). Koszty akcji ratowniczej zawsze sięgają tysięcy euro, zachęcam więc do ubezpieczenia się.

Tutaj znajdziecie świetne zestawienie ofert ubezpieczenia na Słowację. Ja wybrałem Union.sk, bo poza Alpenverein (które na pewno jest świetne, ale to kombajn, którego na razie nie potrzebuję) oferował najwyższe sumy ubezpieczenia.

Ceny takiego ubezpieczenia są śmiesznie niskie. Za trzy dni zapłaciłem równowartość ok. 15 zł. A czy potrzebne? Cóż, ja się czułem pewniej dzięki temu, a jedną akcję ratowniczą w pobliżu Rakuskiej Czuby widziałem.