Dawno nie byłem nad stawami milickimi i w Dolinie Baryczy – po raz ostatni dwa lata temu, długo była to najciekawsza moja wycieczka rowerowa. Wtedy jechałem przez Milicz do Żmigrodu; tym razem postanowiłem nieco zmienić trasę i zwiedzić tereny znajdujące się na wschód od Milicza.

Przez Łozinę, Złotów i Krośnice do Milicza

Z moich rejonów Wrocławia najlepsza trasa rowerowa do Milicza prowadzi przez Łozinę. W samej miejscowości znajduje się XV-wieczny kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej, a tuż za miejscowością – pojawiają się pierwsze drogowskazy na Milicz.

Zaczynają się także pagórkowate tereny wału trzebnickiego. Tego dnia nie za bardzo czułem moc w nocach, dziwnie ciężko mi się jechało i podjazdy, normalnie dla mnie nic szczególnego, sprawiały mi jakiś dziwny opór. Ale nic nie szkodzi – mogłem się zatrzymać i podziwiać piękno wczesnojesiennych pól:

Bodajże w Węgrowie znajduje się oznaczony skręt na Milicz; polecam jednak zignorować, droga prowadzi przez Skotniki i Piersno ku Łozinie, co według mojego rozeznania ją wydłuża.

W Ludgierzowicach przeciąłem drogę wojewódzką nr 340, prowadzącą przez jedną z moich ulubionych tras – z Trzebnicy do Oleśnicy, którą powtarzam każdego roku. Kawałek za Ludgierzowicami natomiast – kierunek na Zielony Szczyt. Z drogi to tylko jakieś pół kilometra – i najwyższe wzniesienie gminy Dobroszyce zdobyte. Na szczycie jest tabliczka i wieża obserwacyjna – niestety dostępna tylko nadleśnictwu.

Ze szczytu powrót do drogi i dalej prosto, ku miejscowości Złotów (kolejny zabytkowy kościół):

Jak się dowiedziałem z tablicy informacyjnej – gdzieś po drodze między Ludgierzowicami a Złotowem minąłem kurhany, które datują się nawet na 1500 lat przed naszą erą! Cóż, na pewno wrócę w te tereny, wówczas chętnie poszukam.

Ze Złotowa dalej, ku Bukowicom. To duża miejscowość, z zabytkowym XIX-wiecznym kościołem – zrobiłbym zdjęcie, ale musiałbym się zatrzymać, a chwilowo cieszyłem się z gładkiego jak stół asfaltu (wcześniej było z tym różnie, z naciskiem na „nie najlepiej”:) ).

Z Bukowic miałbym kilka możliwości dojazdu do Milicza. Wersję przez Łazy Wielkie z miejsca odrzuciłem – potem czekałoby mnie dobrych kilka kilometrów po krajówce, jechałem tak dwa lata temu i niezbyt to było komfortowe. Mogłem jechać przez Pierstnicę do Krośnic, ale wtedy praktycznie nie zobaczyłbym stawów milickich – a po to między innymi tego dnia wybrałem tę trasę. Dlatego koniec końców skręciłem w stronę Brzostowa.

Zanim jednak tam dojechałem, to mijałem niewielką wieś Lędzinę. Zapamiętam ją z dwóch powodów. Pierwszym było to, że widziałem orła cień – no może nie orła, ale innego dużego ptaszyska, może sokoła (nie znam się zupełnie), które fruwało nad polem. Nie zdążyłem jednak wyjąć aparatu, żeby zrobić zdjęcie, bo ptaszysko odleciało.

Tak nostalgicznie:

Drugim powodem był fakt, że Lędzina najwyraźniej bardzo dobrze potrafi się promować. W miejscowości wystawione są tablice, tworzące swoiste muzeum wsi dolnośląskiej. Interesujące 🙂

Po dojechaniu do Brzostowa szybko spojrzałem na mapę – i tak, okazuje się, że rowerowy los wyrzucił mnie w pobliże trasy, którą robiłem, zwiedzając na rowerze Twardogórę, Goszcz i Syców. Tu również trafiłem na pierwsze stawy milickie:

W takich okolicznościach przyrody dojechałem do Krośnic. Tam chwilę odpocząłem na ładnym placu św. Jana Pawła II, ale dłuższą przerwę na zwiedzanie zrobiłem na leżącej tuż za miejscowością stacji kolejki wąskotorowej.

Plac Jana Pawła II

Przy stacji kolejki

Kiedyś jednak był to fragment bardzo widokowego szlaku Wrocławskiej Kolei Dojazdowej, teraz jest to kolej parkowa, tabor w ramach atrakcji turystycznej objeżdża kilka stacyjek zlokalizowanych wokół parku. Myślę, że zwłaszcza dzieci są zachwycone możliwością przejazdu zabytkowym parowozem.

W parku znajduje się węzeł szlaków rowerowych i pieszych:

Gdzie chcesz dojechać? 🙂

Park, wokół którego kursuje kolejka – bardzo malowniczy

A także pałac Krośnice – wybudowany w XVIII wieku przez tych samych Reichenbachów, którzy pozostawili po sobie zabytki w jakiś czas temu zwiedzanym przeze mnie Goszczu.

Ze stacji kolejki wąskotorowej obrałem czarny szlak rowerowy, prowadzący między innymi przez Wąbnice i Wałkową. Powiem tak: gdybym kiedykolwiek miał wskazać taką przeciętną drogę między wioskami, to ta mogłaby posłużyć jako przykład modelowy. W Wąbnicach wytrzęsło mnie niesamowicie, za to Wałkowa gładka jak stół (chociaż tak ładnie było tylko na krótkim odcinku).

I za chwilę już Milicz! Po 65 km praktycznie bez żadnej przerwy zasłużyłem na dłuższą kontemplację:

Remontowany kościół pw. św. Andrzeja Boboli

Pomnik na pamiątkę powrotu Milicza do Polski

Rynek wraz z plenerową wystawą poświęconą ofiarom zbrodni przeciwko Polakom

Parę ważnych zabytków pominąłem, między innymi ponoć bardzo ładny pałac Maltzanów – będzie powód, aby tu wrócić:)

Z Milicza przez Sułów i Ujeździec Wielki do Trzebnicy

W Miliczu obrałem DW 439, którą mógłbym dojechać do samego Żmigrodu. Ja tego dnia miałem jednak inne plany… Na krótkim odcinku w okolicach Miłosławic prowadzone są roboty drogowe, a ruch odbywa się wahadłowo – polecam poszukać objazdu przez miejscowości.

Sułów przez 170 lat miał prawa miejskie, które utracił tuż po II Wojnie Światowej. Teraz pamiątką tamtych czasów jest ładny i zadbany plac w centrum, który pełnił kiedyś funkcję rynku. Na niewysokim wzgórzu ponad miejscowością wznosi się kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej – niegdyś ewangelicki, co można poznać po charakterystycznym okrągłym kształcie, obecnie katolicki.

W okolicach rynku skręciłem zgodnie z drogowskazem na Trzebnicę. Za Sułowem trafiłem na fragment ścieżki rowerowej prowadzącej po trasie dawnej kolejki wąskotorowej. Droga fantastyczna, natomiast szybko się skończyła dla mnie – tuż przed miejscowością Gruszeczka skręcała w prawo w kierunku Żmigrodu, ja zaś powinienem jechać prosto.

W kolejnych miejscowościach widziałem jednak, że prowadzone są roboty drogowe. Czyżby to zapowiadane prace nad połączeniem północnych części województwa dolnośląskiego z Wrocławiem spójnym szlakiem rowerowym? Oby faktycznie tak było 🙂

Do samej Trzebnicy jechało się bardzo przyjemnie przez mniejsze i większe wioski. W Trzebnicy odpocząłem oczywiście w pobliżu sanktuarium:

i musiałem podjąć decyzję, co dalej. W nogach miałem 105 km, co dawno przestało stanowić dla mnie górną granicę dystansu, ale tym razem zdecydowałem się powiedzieć sam sobie: basta!. Bardziej jednak tę decyzję wymusiły na mnie nieco już zbuntowane kolana, więc do Wrocławia wróciłem pociągiem.

Trasa:

Okulickiego, Wrocław – Łozina – Ludgierzowice – Złotów – Bukowice – Krośnice – Wąbnice – MiliczSułów – Ujeździec Wielki – Trzebnica