No to żeby podsumowaniom stało się zadość, warto napisać parę słów resume również na zakończenie wyjazdu z przełomu 2017 i 2018 roku. Wypadł on bardzo dobrze jak na wycieczkę zorganizowaną w zasadzie na ostatnią chwilę, chociaż akurat trasy planowałem jeszcze przed majówką. Największa zagwozdka była z noclegiem – ostatecznie zdecydowałem się na motel „Na skarpie”. Oceniam go dobrze jak na krótki wyjazd (plus za smaczne i niedrogie jedzenie w barze), chociaż na dłuższy wypad bym go nie polecał. A co do meritum, to oczywiście poniżej.

Beskid Śląski i Mały w liczbach

W sumie między 30 grudnia a 1 stycznia:

  • Na szlakach spędziłem 13 godzin;
  • Przeszedłem 38,5 kilometra;
  • Pokonałem dokładnie 2365 metrów przewyższenia (czyli 300 metrów więcej niż w listopadzie);
  • I 2484 metrów obniżenia;
  • Zdobyłem koronny szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne (numer 23 na mojej prywatnej liście);
  • A listę szczytów z Diademu Gór Polski uzupełniłem jeszcze o Klimczoka;
  • Ale oczywiście nie ograniczałem się tylko i wyłącznie do takich zestawień, wchodząc na Gaiki w Beskidzie Małym oraz wracając po paru miesiącach na Magurkę Wilkowicką.

W oba beskidzkie pasma na pewno jeszcze wrócę – w końcu została mi do zdobycia chociażby Łamana Skała oraz Wielka Czantoria w ramach zdobywania Diademu Gór Polski, ale na pewno chciałbym też zdobyć chociażby Hrobaczą ŁąkęSoszów ze Stożkiem, Malinową Skałę, Baranią Górę, przejść Beskid Węgierski… Bardzo to lubię, bo im więcej chodzę po górach, tym horyzonty coraz bardziej mi się rozszerzają i odkrywam, ile jeszcze wspaniałych gór jest do zdobycia.