Planowanie majówki w moim wydaniu to była prawdziwa telenowela. Długi weekend czerwcowy okazał się z kolei równie udany (czy bardziej lub mniej – tak nie lubię oceniać i nie będę) – udało mi się zrealizować wszystko, jak chciałem, chociaż ze względu na widoki, które pogoda mocno mi popsuła, pewnie wrócę jeszcze przynajmniej na Lubań i Wysoką.

Długi weekend czerwcowy w liczbach:

W sumie między 15 a 18 czerwca:

  • na szlakach spędziłem około 18 godzin;
  • przeszedłem około 52 kilometrów (również licząc po samych szlakach);
  • zdobyłem 1 szczyt do Korony Gór Polski;
  • i w sumie 4 do Diademu Gór Polskich (kolejno odlicz: Trzy Korony, Żar, Lubań, Wysoka);
  • odwiedziłem miejsce, które z sentymentu jest dla mnie szczególnie ważne, a więc Kopią Górkę;
  • po latach wróciłem do Krościenka, w którym niegdyś rodzinnie spędzaliśmy długie weekendy majowe.

Do tego schodziłem chyba cały polski Spisz (a więc spokojnie można dodać jeszcze kolejne 18 kilometrów). Czego chcieć więcej? Już wiem – kolejnych szczytów i jeszcze ładniejszych widoków:)