Mam za sobą kolejny bardzo aktywny rok. A.D. 2018 minął mi pod znakiem wojaży górskich i rowerowych, kilku interesujących cities breaks, które rozbudziły apetyt na więcej. Udało mi się również zrealizować większość planów, które miałem na ten rok. Poniżej krótka relacja.

Góry w 2018

260 godzin na szlakach, podczas których przedreptałem 735 kilometrów, pokonałem 35 tysięcy metrów w górę i niemal tyle samo w dół – te kilka liczb to krótkie podsumowanie 2018 roku w górach. Na Słowacji spotkać mnie można było na Krywaniu, Rakuskiej Czubie oraz Małej Wysokiej. W polskich Tatrach przekraczałem swoje kondycyjne granice, przechodząc dwie trzecie Orlej Perci oraz robiąc w trakcie jednej wycieczki Zawrat i Szpiglasowy Wierch.

Udało mi się także zrobić krótkie wypady w te rejony Polski, których jeszcze nie przechodziłem. Listopadowy wypad zaowocował między innymi zdobyciem Lackowej, a wyjazd sylwestrowy (który dopiero czeka na opisanie) – poznaniem uroków Gór Świętokrzyskich.

zdjęcie z hali gąsienicowej

Bliżej domu rozpocząłem przygodę z Sudeckim Włóczykijem – kto wie, czy nie będzie to jedno z najciekawszych moich wyzwań. Ale ponieważ w lipcu zgłosiłem akces do Klubu Zdobywców Korony Gór Polskich i dopiero 8 szczytów mam potwierdzonych w książeczce – większość tych szczytów przyjdzie mi zdobyć ponownie. Już się nie mogę doczekać 🙂

Udało mi się zdobyć także koronny szczyt Węgier na Kekes wszedłem podczas bardzo ciekawej objazdówce po kraju bratanków.

Rower w 2018

Rok 2018 zaczął się od kupna nowego sprzętuCube SL Road to była prawdopodobnie najlepsza zakupowa decyzja ostatnich lat, bo rowerem jestem zachwycony i ciągle pierwsze zauroczenie mi nie przeszło. Myślę, że to będzie związek na lata:)

Fragment rowerostrady prowadzącej przez ziemię milicką

Z co ciekawszych rowerowych eskapad:

  • dwa dni spędziłem nad Balatonem, zjeżdżając południe i północny zachód jeziora – genialna wycieczka po pięknie przygotowanej trasie, na pewno będę chciał dokończyć Balaton w tym roku;
  • podczas dwóch tygodni zjeździłem cały Wolin, część niemieckiego Uznamu oraz to w pobliżu Szczecina, to warte było zobaczenia – każdy z tych rejonów różny, Uznam ma świetnie przygotowane asfaltowe ścieżki rowerowe, Wolin bardziej jest dla rowerzystów ceniących sobie jazdę po lasach. W każdym tym miejscu jednakże bawiłem się znakomicie;
  • przejechałem rowerowy szlak Orlich Gniazd, Ojcowski Park Narodowy oraz Bielańsko – Tyniecki Park Krajobrazowy – na pierwszy wypad z sakwami wybrałem wprawdzie bardzo wymagającą trasę, ale to tylko pokazało, że taka forma spędzania czasu jest niezwykle interesująca.

Oczywiście sporo czasu poświęciłem także na eksplorację terenów w bliższym lub (coraz) dalszym sąsiedztwie Wrocławia. Przejechałem chociażby dwie swoje najdłuższe trasy w życiu – z Opola oraz Leszna na rowerze.

Wiem, że wprawdzie szczęśliwi kilometrów nie liczą, ale nie byłbym sobą, gdybym się nie pochwalił, że na koniec roku licznik wskazywał przejechanych dokładnie 5076 kilometrów.

Wiara

Bez Pielgrzymki na Jasną Górę nie wyobrażam sobie już planów urlopowych. Mimo licznych zawirowań zawodowych byłem i w tym roku, na ten moment deklaruję również chęć uczestniczenia w kolejnej pielgrzymce.

Cities breaks

W tym roku spędziłem interesujący weekend w Dreźnie, zwiedzając perłę baroku, dwa dni spędziłem w Budapeszcie (i wciąż mi mało – myślę, że to jedno z najpiękniejszych miast, jakie zwiedzałem), kilka godzin w Szekesfehervarze, które wystarczyły, aby poznać uroki Białogrodu Królewskiego, na krótko nawiedziłem Warszawę, pierwszy lot samolotem zaowocował zwiedzeniem zamku w Malborku… Również i pod tym kątem snuję już konkretne plany na nowy rok.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Plany na 2019 rok

Nie byłbym sobą, gdybym nie snuł już planów na nadchodzące dwanaście miesięcy… i nie stawiał przed sobą mniej lub bardziej konkretnych planów.

Polskie góry mają mi cały czas bardzo dużo do zaoferowania (ciągle przecież nie zdobyłem jeszcze całej Korony Gór Polski, Diademu, sporo szczytów w ramach Sudeckiego Włóczykija czeka na zdobycie). Wiem natomiast, że po Orlej Perci trudniej mieć już nie będę, wyżej niż na Rysy w Polsce też już nie wejdę. Marzy mi się chociażby Gerlach – może w tym roku właśnie?

Rowerowo na pewno chciałbym dokończyć Balaton. Od jakiś dwóch – trzech lat marzy mi się także wyspa Bornholm – jak Bóg da, to rowerowe marzenie spełnię w końcu w tym roku. A ponieważ wypad z sakwami na Orle Gniazda okazał się znakomitym pomysłem, a w tym roku mamy aż dwa długie weekendy w listopadzie – może uda się coś i pod takim kątem zaplanować.

Co do zwiedzania miast – mam już kupione bilety w kilka bardzo ciekawych miejsc. Szczegóły wkrótce:)