Anno Domini 2017 minął mi niezwykle aktywnie i ciekawie. Co więcej – wycieczki i podróże odbyte w minionych dwunastu miesiącach tylko rozbudziły apetyt na więcej. A co szczegółów – to niżej będzie ich więcej:)

Góry

Tradycyjnie już najwięcej czasu poświęciłem Tatrom. Podczas sierpniowego wyjazdu zapełniałem kolejne białe plamy na swojej prywatnej mapie polskich Tatr. Wtedy też zdobyłem: Świnicę, Kazalnicę Mięguszowiecką, Jarząbczy Wierch, Kościelec (a ze zdecydowanie łatwiejszych – Gęsią Szyję), poznałem kolejne szlaki dojściowe na Czerwone Wierchy, wróciłem na Zawrat i na Rysy… Jeszcze długo będę pamiętał różnice wysokości na Dziurawej Przełęczy, drabinkę na podejściu na Świnicę oraz klamry na szlaku na Mięguszowiecką Przełęcz:) To po polskiej stronie – Tatry Słowackie mam nadzieję poznać w tym roku, bo na razie znam tylko z filmików.

Ale Polska nie tylko Tatrami stoi. Wypad czerwcowy w Gorce i Pieniny zafundował mi istną huśtawkę pogody, ale też bardzo fajne widoki oraz powrót sentymentalny do czasów oazowej młodości. Takim samym sentymentem kierowana była listopadowa wycieczka w Beskid Wyspowy, który chyba powoli staje się moim ulubionym pasmem górskim. Pieniny zszedłem praktycznie całe, ale na pewno wrócę tam chociażby dlatego, że ze względu na mgłę nie dane mi było cieszyć się widokami z Wysokiej, natomiast cały czas mam do poznania jeszcze wiele beskidzkich wysp.

Co do Beskidów jeszcze – napocząłem również Beskid Mały, Śląski i Żywiecki. Babia Góra super, choć potwierdzam na własnej skórze, że kapryśna, Skrzyczne, Klimczok z Szyndzielnią, Czupel – również dostarczają sporych i stosunkowo ostrych przewyższeń (czyli tego, co tygrysy lubią najbardziej).

W weekendy bardzo chętnie uciekałem w Sudety. Spotkać mnie można było zarówno na szlakach tych popularnych i często odwiedzanych (na Śnieżce, w Izerach, w Rudawach Janowickich), jak i też na szlakach dla typowych koneserów (żeby wymienić chociażby Róg w Zaworach), gdzie za towarzystwo miałem rodzinę dzików uciekających przed moim marnej jakości wokalem:)

Garść liczb:

  • na szlakach spędziłem około 212 godzin;
  • przebyłem w tym czasie 618 kilometrów;
  • pokonałem prawie 32 tysiące metrów przewyższeń;
  • i niemal 32200 metrów obniżeń;
  • zdobyłem 10 koronnych szczytów Polski (23 w sumie);
  • i 27 szczytów zaliczanych do Diademu Gór Polski (45 w sumie).

Rower

5000 kilometrów (z niewielkim okładem) od 22 grudnia to mój nowy roczny rekord. Więcej o nim pisałem w tym miejscu. Ale tak w skrócie: na przejechany dystans złożyło się kilka rzeczy:

  • na kilka miesięcy praktycznie zrezygnowałem z komunikacji miejskiej;
  • eksplorowałem najmniej znane mi tereny – na południu Wrocławia;
  • zjechałem niemal całe zachodnie wybrzeże Bałtyku – od Międzyzdrojów po Mielno i Koszalin.

Tak więc nie było to bynajmniej kręcenie dla samego kręcenia:)

Na ten rok mam kilka ciekawych rowerowych pomysłów związanych z zagranicą, ale chcę zapeszać.

Wiara

Dane mi było uczestniczyć w kilku wydarzeniach, które pozwoliły mi wzmocnić moją wiarę. Najlepiej wspominać będę Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę, ale bardzo ważny był dla mnie udział w pielgrzymce do Trzebnicy oraz w Różańcu do Granic.

Zagranica

Wycieczki do Budapesztu, Pragi oraz na ścieżkę w koronach drzew były bardzo udane i rozbudziły chęci na więcej, co być może uda mi się zrealizować już w tym roku.

I to wszystko pracując na pełnym etacie i mając też inne obowiązki. Wszystko da się pogodzić:)