2017 rok ma już parę dni, więc w sumie warto byłoby podsumować minione 12 miesięcy. A działo się, oj działo – całkiem sporo:) Ale po kolei:

Coś dla ciała

szlak ze śnieżnika

Schodząc ze Śnieżnika

Jakoś na wiosnę pojawił się w mojej głowie plan zdobycia Korony Gór Polski. Oczywiście nie jednym ciągiem. Nieco później usłyszałem również o Diademie Gór Polski – projekcie jeszcze ambitniejszym, bo liczącym 80 szczytów (KGP to ledwie – albo aż – 28 szczytów). Do tej pory udało się zdobyć 13 z 28 koronnych szczytów.

W AD 2016 pękły: Ślęża, Kłodzka Góra, Chełmiec, Biskupia Kopa, Lubomir, Szczeliniec Wielki, Waligóra, Skalnik, Wielka Sowa (ostatniego dnia roku zresztą:) ), Orlica, Turbacz, Śnieżnik oraz Rysy.

Dumny jestem z każdej góry, którą osiągnąłem, choć nie powiem – z tych Rysów to chyba najbardziej:). Prócz tego schodziłem całe Tatry Zachodnie, Zawrat (nie szczyt, lecz przełęcz, ale też godny wzmianki) i Szpiglasowy z Tatr Wysokich, sporą część sudeckich szczytów, które nie znalazły się w żadnym zestawieniu.

rowerem w mielnie

Rower na deptaku w Mielnie

Góry łączyłem oczywiście z jazdą na rowerze. W tym roku wykręciłem rekordowe jak na mnie 3600 kilometrów (a więc niemal tyle samo, co przez ostatnie dwa lata). Dla jednych to dużo, dla innych mało – ja czułem się usatysfakcjonowany, ale chcę więcej:) Na rowerze zwiedziłem większość wrocławskich miejscowości w promieniu pięćdziesięciu kilometrów, pokonałem też jedną ze swoich granic (trasa Wrocław – Brzeg Dolny – Lubiąż – Wołów – Oborniki Śląskie, skąd wróciłem pociągiem, to niebagatelne 127 kilometrów). Przejechałem tez sporą część wybrzeża, traktując Kołobrzeg jako bazę wypadową. Czy w tym roku zrealizuję plan przejechania od Świnoujścia do Gdańska? Się zobaczy jeszcze:)

Coś dla ducha

AD 2016 był dla mnie fantastyczny również jeśli chodzi o przeżycia duchowe. Wziąłem udział w Światowych Dniach Młodzieży (chociaż młodzieżą już dawno nie jestem). Byłem z Ojcem Świętym i z młodymi z całego świata w Częstochowie i podczas mszy świętej w sanktuarium świętego Jana Pawła II w Krakowie, wcześniej miałem przyjemność uczestniczyć w koncercie na wrocławskim stadionie na inaugurację ŚDM. Przeżycie znakomite, fantastycznie jest słuchać prostych, acz głębokich i zapadających w pamięć słów. Zdanie, że Bóg przychodzi do nas w małości, będę pamiętał do końca życia.

Wziąłem również udział w pielgrzymce na Jasną Górę (chociaż u mnie ze względów zawodowych zaczęła się ona nieco później, bo od drugiego dnia i od Trzebnicy). Pielgrzymka znajdzie się na pewno w osobnym wpisie, natomiast już dawno postanowiłem, że idę na kolejną:) Takiego poczucia wspólnoty nikt i nic nie jest w stanie zaoferować:)