Jacekgedlek.pl - blog turystyczny

Rower, góry i wycieczki – z wiarą!

Page 2 of 14

A co z resztą?

W poprzednich wpisach opisywałem swoje wejścia na Giewont i Kasprowy Wierch, na Czerwone Wierchy, swoje zmagania z Orlą Percią, fantastyczną i bardzo widokową wycieczkę z Kuźnic przez Zawrat i Szpiglasową Przełęcz do Palenicy Białczańskiej. Czytelnicy poznali również moje zmagania z Tatrami Słowackimi (Krywaniem, Rakuską Czubą i Małą Wysoką). A co z resztą wycieczek? Bo przecież w sumie na dwanaście dni w Tatrach aż jedenastokrotnie wychodziłem w góry! Otóż pozostałe trasy postanowiłem opisać zbiorczo w jednym wpisie.

Czytaj dalej

Gerlach niemal na wyciągnięcie ręki – na Małą Wysoką

Gerlach to mój niezrealizowany cel na ten rok. Ale chociaż na najwyższy szczyt Tatr i całych Karpat ostatecznie wejść mi się nie udało, to na zakończenie udanej słowackiej części tatrzańskiego wyjazdu wszedłem na Małą Wysoką – mając tym samym Gerlacha niemalże na wyciągnięcie ręki.

Czytaj dalej

W cieniu Łomnickiego Szczytu – na Rakuską Czubę

Drugi dzień na szlakach Tatr Słowackich przywitał mnie pogodą znacznie lepszą, niż sprezentował mi dzień pierwszy na Krywaniu. Tak więc było idealnie, aby wybrać się na Rakuską Czubę. Jest to szczyt bardzo widokowy i generalnie prosty poza jednym momentem, o którym za chwilę, dający przy okazji możliwość zahaczenia o podnóże Łomnickiego Szczytu.

Czytaj dalej

Śladem kolejki wąskotorowej – stawy milickie i Milicz na rowerze

Dawno nie byłem nad stawami milickimi i w Dolinie Baryczy – po raz ostatni dwa lata temu, długo była to najciekawsza moja wycieczka rowerowa. Wtedy jechałem przez Milicz do Żmigrodu; tym razem postanowiłem nieco zmienić trasę i zwiedzić tereny znajdujące się na wschód od Milicza.

Czytaj dalej

(Nie) gościnny Krywań

Plany na ten rok w Tatrach były konkretne. Po pierwsze: przejść przynajmniej fragment Orlej Perci, co się udało (relacja tutaj). Po drugie: jak co roku wejść na Rysy. To także się powiodło. Po trzecie: zakosztować nieco Tatr Słowackich. Dzień po zdobyciu Rysów zrobiłem sobie odpoczynek w tym sensie, że przetransportowałem się na Słowację do Tatrzańskiej Łomnicy, by kolejnego dnia spróbować swoich sił z narodową górą naszych południowych sąsiadów. Wybrałem klasyczne wejście na Krywań: od strony Szczyrbskiego Jeziora.

Czytaj dalej

Nowy sposób na Czerwone Wierchy

Uwielbiam Czerwone Wierchy, pewnie to już kiedyś pisałem. Powiem więcej: bez Czerwonych Wierchów, podobnie jak bez Zawratu i Rysów, urlop w Tatrach byłby jakiś taki… niepełny. Na szczęście liczba szlaków dojściowych sprawia, że masyw ten, którego najwyższym szczytem jest Krzesanica, raczej długo mi się nie znudzi. W tym roku znalazłem nowy sposób na Czerwone Wierchy – sądząc po liczbie ludzi spotkanych na szlaku prawdopodobnie najmniej popularny.

Czytaj dalej

Tatrzańska klasyka – Giewont, Kondracka Kopa i Kasprowy za jednym zamachem

Gdzieś chyba wspominałem, że nie za bardzo przepadam za Giewontem. Może źle się wyraziłem – nie tyle nie przepadam, o ile uważam, że jest więcej gór mniej obleganych, a bardziej widokowych. Ot chociażby niedaleka Kondracka Kopa. Ale na Giewont jednak od czasu do czasu warto się wybrać; w tym roku zdecydowałem się na tatrzański klasyk – a więc z Kuźnic na Giewont, a potem dalej przez Kondracką Kopę i Goryczkową Czubę na Kasprowy Wierch.

Czytaj dalej

Da się? Da się! Z Kuźnic do Palenicy Białczańskiej przez Zawrat i Szpiglasową Przełęcz

Kiedyś przeczytałem na jakimś blogu (nie pamiętam na jakim, nie pamiętam nawet, czy to był wpis, czy komentarz) opis wycieczki, jaką autor zrobił z Kuźnic do Palenicy Białczańskiej. Na punkcie takiej wycieczki zafiksowałem się dosyć mocno, chyba wiadomo dlaczego – bo Zawrat, bo Szpiglasowy, bo trzy być może najpiękniejsze doliny w polskich Tatrach. Zwierzyłem się kiedyś znajomemu z mojej idee fixe, na co zostałem wyśmiany: „Co ty, wierzysz w coś takiego? Przecież się nie da!”. No to teraz potrzymaj mi banana i czytaj, bo jak najbardziej się da. Nawet w miarę rozsądnym czasie:)

Czytaj dalej

„Druga zwrotka, czyli zawsze chciałem zacząć od środka” – moje zmagania z Orlą Percią

Pewnego dnia podczas mojego pobytu w Zakopanem Orla Perć powiedziała do mnie: „chodź, zafunduję Ci ból nóg na następne kilka dni”. Jak dama wzywa, to nie można odmówić, ale zrobiłem to na własnych warunkach:)

Czytaj dalej

Rowerem z Opola do Wrocławia przez Stobrawski Park Krajobrazowy

Jak parę razy pisałem, wiele osób stawia sobie postanowienia noworoczne, ja natomiast – cele, do realizacji których dążę. Dwa lata temu były to Rysy, rok temu – przejechanie 5000 km na rowerze. Na ten rok cele mam dwa. Gerlacha już pewnie nie zdobędę – za dużo miałem zawirowań w sierpniu, trochę ich będzie również we wrześniu. Drugi cel, dystans 150 km w jednej wycieczce, jest natomiast coraz bliższy realizacji – w sobotę wykręciłem 140 km, jadąc na rowerze z Opola do Wrocławia i zwiedzając po drodze kilka interesujących miejsc, między innymi Stobrawski Park Krajobrazowy.

Czytaj dalej

Page 2 of 14