Uwielbiam Czerwone Wierchy, pewnie to już kiedyś pisałem. Powiem więcej: bez Czerwonych Wierchów, podobnie jak bez Zawratu i Rysów, urlop w Tatrach byłby jakiś taki… niepełny. Na szczęście liczba szlaków dojściowych sprawia, że masyw ten, którego najwyższym szczytem jest Krzesanica, raczej długo mi się nie znudzi. W tym roku znalazłem nowy sposób na Czerwone Wierchy – sądząc po liczbie ludzi spotkanych na szlaku prawdopodobnie najmniej popularny.

Na Przysłop Miętusi z Gronika przez Dolinę Małej Łąki

Szlak rozpoczyna się w Groniku, gdzie można dojechać busem jadącym z Zakopanego w stronę dolin: Kościeliskiej i Chochołowskiej (albo dojść z buta z sanktuarium na Krzeptówkach, jak ja to zrobiłem:). Droga prowadzi początkowo malowniczą Doliną Małej Łąki – jeszcze tu nie byłem, a sądziłem, że w Zakopanem wraz z przyległościami zobaczyłem już wszystko:)

Jest bardzo przyjemnie i łagodnie, póki szlaki żółte i niebieskie prowadzą razem. Na rozstaju wybrałem niebieskie oznakowanie – tam dalej jest przyjemnie, ale już nieco bardziej pod górkę.

Po jakiś piętnastu minutach od rozejścia szlaków dotarłem na Przysłop Miętusi. To szeroka przełęcz, z której rozciągają się ładne widoki między innymi w stronę Czerwonych Wierchów, Giewontu, Doliny Kościeliskiej, Kominiarski Wierch i Halę Stoły.

Stąd mógłbym kontynuować wycieczkę w cztery strony świata: ku Cudakowej Polanie na szlaku przez Dolinę Kościeliską, ku Dolinie Strążyskiej, ale ja wybrałem oczywiście niebieski szlak:

Z Przysłopu Miętusiego przez Kobylarzowy Żleb na Czerwone Wierchy

Niebieski szlak prowadzący na Czerwone Wierchy w początkowym swoim przebiegu znajdował się w stanie połowicznego zarośnięcia, więc czułem niewielkie opory; niesłusznie, bo zaraz ścieżka zrobiła się wprawdzie może niewiele szersza, ale przynajmniej bardzo widoczna:

Gdzieś między drzewami zaczęły również prześwitywać pierwsze widoczki:

Szlak wycisnął ze mnie siódme poty. Nie tylko dlatego, że był stosunkowo stromy; był, ale bez przesady, podejście na Kozi Wierch to to nie jest. Bardziej dlatego, że tego dnia było strasznie parno, na co zresztą ta garstka turystów spotkana na szlaku również zwróciła uwagę.

Po jakimś czasie zza drzew wyjrzały turnie otaczające Kobylarzowy Żleb:

To znak, że Kobylarzowy Żleb już coraz bliżej. I faktycznie – zaraz krajobraz się zmienia, przypominając to, do czego jestem przyzwyczajony raczej w Tatrach Wysokich, a nie Zachodnich:

Jest też i łańcuch – poza Tatrami Wysokimi jeden z niewielu sztucznie zabezpieczonych fragmentów w polskich górach. (I tu zagadka: znam jeszcze Giewont i Perć Akademików w Beskidzie Żywieckim – jeśli ktoś wie, gdzie jeszcze można spotkać łańcuchy bądź klamry poza Tatrami Wysokimi, to niech nie trzyma tej wiedzy dla siebie i podzieli się w komentarzu:).

W wejściu łańcuch nie wydaje mi się niezbędny, w zejściu na pewno pomaga. Myślę, że to ciekawa propozycja dla tych, co jeszcze na łańcuchach nie byli i nie wiedzą, czy sobie poradzą, na pewno ciekawsza niż Giewont, gdzie presja ze strony innych współturystów nie pomaga w przełamaniu pierwszych obaw.

W Kobylarzowym Żlebie widoki oczywiście bardzo ładne:

Chociaż podziwiając, nie należy zapomnieć o ostrożności, bo pod nogami plączą się te małe i zdradliwe kamienie, za którymi nie przepadam.

Kiedy kamienisty szlak zmienia się w wygodne stopnie to sygnał, że Małołączniak jest tuż – tuż. A z niego, jak i z każdego Czerwonego Wierchu, widoki fenomenalne. Świetnie prezentują się w pełnej krasie między innymi Tatry Wysokie, pozostałe Czerwone Wierchy, szlak z Kondrackiej Kopy przez Czuby na Kasprowy, Giewont… Długo by wyliczać, co jest bez sensu, lepiej pooglądać:

Z Czerwonych Wierchów na Cudakową Polanę i do Doliny Kościeliskiej

Jak pewnie widzicie na zdjęciach – znad Słowacji zaczęły nadchodzić ciemne chmury. Włączył mi się burzowy cykor i po krótkim odpoczynku czym prędzej zabrałem się do kontynuowania wycieczki przez Czerwone Wierchy:

Na Krzesanicę z Małołączniaka

Widok z Krzesanicy

Jak wyżej:)

Czasem warto obrócić się za siebie

A to już ze szczytu Ciemniaka na Tatry Zachodnie

Ze szczytu Ciemniaka widziałem, że szczyty w okolicach Doliny Kościeliskiej spowite są ciężkimi burzowymi chmurami, nie chcąc więc dać się złapać przez ewentualną ulewę, zacząłem schodzić: najpierw za znakami zielonymi i czerwonymi, a potem na Chudej Przełączce dalej czerwonymi. Szlak ten pamiętam sprzed dwóch lat, wtedy też schodziłem nim z Czerwonych Wierchów; na zejście wydaje mi się idealny, bo wchodzenie nim sądzę, że mogłoby być nieco monotonne.

To jeszcze garść widoczków z zejścia:

Z Cudakowej Polany już wszystkim dobrze znanym zielonym szlakiem do Kir, skąd bus zabrał mnie do Zakopanego.

Trasa: