Doszedłem ostatnio do wniosku, że ja chyba jakimś górskim hipsterem jestem. W końcu chodzę w jakieś dziwne miejsca, gdzie przez całą drogę mogę spotkać co najwyżej rodzinę dzików (i przestraszyć je swoim śpiewaniem:) ), a na Śnieżce ostatni raz byłem dobrych kilkanaście lat temu. W końcu postanowiłem zmienić ten stan rzeczy i wybrałem się na Śnieżkę w minioną sobotę – być może ostatnią tak ciepłą w tym roku.

Na Śnieżkę spod Białego Jaru

Bus z Jeleniej Góry wysadził mnie na przystanku Karpacz Biały Jar, skąd odchodzi nawet kilka szlaków na Śnieżkę. Ja wybrałem oznaczenie czerwono-czarno-zielone. Po chwili znaki zielone poszły w swoją stronę, czarne zaś przegapiły wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego i zostałem już tylko z czerwonymi. Chociaż może te czarne wcale nie takie głupie? W końcu wjazd do KPN to koszt 6 złotych:)

Szlak na tym etapie jest przyjemny, łagodny… bardzo też jesienny. Drzewa mieniły się różnymi kolorami czerwieni i złota – w końcu skądś to stwierdzenie „złota polska jesień” musiało się wziąć:)

Od czasu do czasu między drzewami widać już grzbiety niedalekich gór:

Kiedy w dole słychać szum, znaczy, że Łomniczka ma się dobrze:) Przy schronisku PTTK Nad Łomniczką „mój” szlak czerwony łączy się z żółtym, który przy rzeczce prowadził od Wilczej Poręby. Następnym razem chyba właśnie ten szlak wybiorę.

Przy schronisku można odpocząć i podziwiać nieco ograniczony drzewami widok na Czarną Kopę i w ogóle cały Czarny Grzbiet:

Stamtąd wytyczony kamieniami szlak prowadzi już nieco bardziej pod górę. Zimą na pewno przydałyby się od tego miejsca przynajmniej miniraczki! Wkrótce jednakże widok się otwiera – i to jaki!

Kocioł Łomniczki z perspektywy wchodzącego

Warto się jednakże obrócić:)

A to wschodnia część Karkonoszy, może też nieco Rudaw Janowickich udało mi się uwiecznić.

To przyczyna takich widoków – Łomniczka, potok, którego wartkie strumienie ucharakteryzowały ten krajobraz.

Potok spływa z gór pięknym wodospadem.

Po minięciu wodospadu szlak meandruje do góry. Trochę mi to przypomina tatrzańskie klimaty – nie tylko charakter szlaku, ale też widoki no i oczywiście zagęszczenie turystów:) Warto na szlaku bacznie się rozglądać, bo widoki (zwłaszcza na resztę Karkonoszy, kocioł Łomniczki w dole, Śnieżka z przodu) naprawdę wspaniałe!

Czy to nie Sokoliki przypadkiem? I Góry Kaczawskie za nimi?

A kocioł Łomniczki z góry wygląda tak.

Na szlaku jest chwila na zadumę. Nie tylko nad pięknem gór… ale też nad ich okrucieństwem. Trzeba bowiem przejść obok symbolicznego cmentarza ofiar gór, na który składa się m.in. duży metalowy krzyż oraz tablica z sentencją „Martwym ku pamięci – żywym ku przestrodze”. Kiedy podchodziłem, jakiś mężczyzna w średnim wieku modlił się ze łzami w oczach.

Po krótkiej kontemplacji czas na kontynuowanie wycieczki. Szczyt Śnieżki z charakterystycznym spodkiem wydaje się zwodniczo blisko, ale jeszcze trochę… Przy Domie Śląskim decyzja – ostro do góry czy łagodnie wokół kopuły szczytu? Jak już wspominałem pewnie kilka razy, wolę ostre wejścia, łagodne zejścia  i nie lubię chodzić po własnych śladach…. więc oczywiście wybrałem ostro do góry:)

Obie trasy zresztą miały zająć mniej więcej tyle samo czasu, a to była dobra okazja, aby sfotografować chociażby:

Równię pod Śnieżką i krzyżówkę szlaków w okolicy Domu Śląskiego

Czeskie Karkonosze

Minęło niecałe pół godziny od Domu Śląskiego i w końcu górski hipster zdobył tę Śnieżkę! Co prawda, zapomniał zrobić to ironicznie, bo widoki były naprawdę ładne (a ta odrobina chmur i mgieł tylko dodała krajobrazom jesiennego smaczku):

Czeskie Karkonosze

Karpacz, Kowary, Jelenia Góra, cala Kotlina Jeleniogórska, szczyty wzgórz i pasm górskich ją okalające

Samotny budynek wyciągu na Kopę.

A tu Kotlina Jeleniogórska nawet w pełniejszej krasie.

Ku Równi pod Śnieżką i dalej:)

 

Długo podziwiać widoków nie było mi dane, bo wiatr i zimno:) Zszedłem łagodną Drogą Jubileuszową ku Domowi Śląskiemu i tu znowu trafiłem na zagęszczenie szlaków.W międzyczasie pogoda zdążyła się już nieco popsuć:

Na kolejnych rozwidleniach pozostałem wierny szlakowi czerwonemu z kilku przyczyn:

aby przejść płaskowyż pięknej Równi pod Śnieżką;

aby z wysoka spojrzeć na Samotnię i Strzechę Akademicką,

Mały Staw,

oraz Wielki Staw, który jest tak wielki, że nie zmieścił mi się w obiektywie:);

aby zrobić zdjęcie tego, co za mną;

i tego, co wciąż przede mną:);

no i (last, but not least) aby zdobyć Słonecznik z charakterystycznymi formacjami skalnymi.

Na Słoneczniku przyszło mi pożegnać się z czerwonym szlakiem, który tak szczodrze tego dnia obdarował mnie pięknymi widokami. Wybrałem zejście żółtym szlakiem, który prowadził przez Pielgrzymy:

do Polany, gdzie jest piękny widok na Karkonosze:

Stamtąd już było prosto – w dół, ku świątyni Wang. Na ten słynny drewniany kościół ewangelicki, który został przeniesiony tak jak stał z Norwegii w XIX (okej, trochę upraszczam sprawę, ale tylko trochę:) ostrzę sobie zęby już od dłuższego czasu. I jest coraz bliżej, bo tym razem przynajmniej popatrzyłem nań z zewnątrz:)

Trasa: