Drugi dzień na szlakach Tatr Słowackich przywitał mnie pogodą znacznie lepszą, niż sprezentował mi dzień pierwszy na Krywaniu. Tak więc było idealnie, aby wybrać się na Rakuską Czubę. Jest to szczyt bardzo widokowy i generalnie prosty poza jednym momentem, o którym za chwilę, dający przy okazji możliwość zahaczenia o podnóże Łomnickiego Szczytu.

Na Rakuską Czubę przez Dolinę Kieżmarską i Zielony Staw Kieżmarski

Niebieski szlak zaczyna swój bieg w Matlarach, stanowiących część miasta Wysokie Tatry. Po drodze minąłem tabliczkę upamiętniającą Mateja Loischa, który założył w Matlarach uzdrowisko:

Szlak był bardzo przyjemny i prosty (choć oczywiście miałem w pamięci dzień poprzedni: długi banalny spacer, a potem małe męczarnie na śliskich kamieniach w deszczu:); od czasu do czasu otwierały się widoczki na okoliczne szczyty, wcześnie rano jeszcze od czasu do czasu skrywane we mgle i chmurach:

Kiedy znaki niebieskie połączyły się z żółtymi, to znak, że wkroczyłem do Doliny Kieżmarskiej, której uroku dodaje bystry potok Biała Woda Kieżmarska.

Widok rwącego potoku to z prawej, to z lewej strony rekompensuje brak górskiej panoramy, bo na dłuższym odcinku żółty szlak jest zalesiony. Dopiero po minięciu skrzyżowania ze szlakiem zielonym mogłem podziwiać w pełnej okazałości szczyty okalające Kieżmarską Dolinę.

Uwaga – kiedy szedłem, zielony szlak łączący żółty z niebieskim był zamknięty! Powodem były ulewy sprzed kilku tygodni, niestety nie udało się szybko naprawić tego szlaku.

Potok wydawał się na wyciągnięcie ręki:

Coraz bliżej były również potężne szczyty okalające Dolinę Zieloną Kieżmarską:

Nie jestem pewien, czy ta najwyższa góra to nie przypadkiem Jagnięcy Szczyt – jeśli nie, śmiało można sprostować:) W każdym razie wygodną i szeroką drogą dotarłem nad Zielony Staw Kieżmarski, który usytuowaniem wśród potężnych i budzących respekt szczytów bardzo przypominał mi Morskie Oko:

Po dłuższym odpoczynku przy schronisku ruszyłem dalej, obierając czerwony szlak. To Magistrata Tatrzańska – prawdopodobnie jeden z najsłynniejszych długodystansowych słowackich szlaków, którym można przejść z Tatr Wysokich do Zachodnich. Jego najwyższą kulminację stanowi, a jakże!, Rakuska Czuba, mój cel na ten dzień.

Po kamiennej drodze idzie się bardzo wygodnie. Warto jednak od czasu do czasu odwrócić się za siebie – schronisko na tle okolicznych szczytów w tej perspektywie wygląda bajecznie:

Minąłem także Czarny Staw Kieżmarski, prezentujący się dosyć ponuro – tym bardziej, że zaczęły nachodzić ciemne i niepokojące chmury:

Czarny staw

A to kłębiące się chmury, który włączyły mój burzowy alert, lubiący wysyłać fałszywe alarmy

Jak pojawi się taki oto malowniczy strumyk:

To znak, że łańcuchy coraz bliżej. A tam mała niespodzianka. Czytałem oczywiście o tym miejscu, ale nie wgryzłem się jakoś specjalnie. Pomyślałem po lekturze: „o, łańcuchy, super, idę” i nie zastanowiło mnie, dlaczego ktoś w komentarzu pomstuje, że to dosyć wredne miejsce. Niestety jednak w górach nie można zgłosić nieprzygotowania. A faktycznie – nie wiem, czy ten strumyk, którego korytem biegnie zabezpieczony szlak, jest tam na stałe, czy powstaje okazyjnie po większych deszczach. Faktem jest jednak, że trzeba szczególnie uważać i mocno trzymać się łańcuchów, bo na pewno będzie ślisko i mokro.

Pozwoliłem ludziom zejść, bo sam miałem w dłuższym postoju własny interes: i trochę odpocząć przez akcją łańcuchową, i trochę podziwiać widoki, którym absolutnie niczego odmówić nie można:

Przy zachowaniu ostrożności zabezpieczony odcinek minąłem bez problemu i ruszyłem dalej. Teraz czekało mnie mozolne zdobywanie wysokości: zakosami non stop pod górę. Momentami było dosyć ostro, w paru miejscach ręce się przydały. Mój cel był coraz lepiej widoczny:

Monitorowałem również, co dzieje się za mną. Chmury wprawdzie gromadziły się w jednym miejscu, ale płynąć dalej na szczęście za bardzo nie chciały:

Kiedy zobaczyłem taki oto widok:

to był znak, że Rakuska Czuba czeka za rogiem. Jeszcze tylko przedostatni wysiłek – i Rakuska Przełęcz, zaraz ostatni – a więc szlakiem dojściowym na Rakuską Czubę. A stąd widoki wybitne:

Burzowy alert oczywiście jak zwykle bił na darmo 🙂

Z Rakuskiej Czuby do Tatrzańskiej Łomnicy

Dalej ruszyłem Magistralą Tatrzańską. Szlak trochę po kamieniach, trochę po kamiennych blokach – ogólnie odniosłem wrażenie, że trochę taka ceprostrada w zejściu ze Szpiglasowego Wierchu nad Morskie Oko.

Ponad godzina wędrowania minęła jak z bicza strzelił, kiedy zobaczyłem obserwatorium oraz stację kolejki wożącą śmiałków na Łomnicki Szczyt:

Ładnie prezentuje się stąd również Tatrzańska Łomnica:

Zaraz stanąłem nad Łomnickim Stawem:

Z nadzieją na podziwianie z bliska Łomnickiego Szczytu, co niemalże się udało:

Kolejna przerwa… i znowu ruszyłem dalej. Szlak prowadzi obok Schroniska Łomnickiego, które może się pochwalić już niemalże 180-letnią historią… i bardzo ciekawym gospodarzem. Osoby zainteresowane tym sympatycznym maleńkim schroniskiem odsyłam do nieśmiertelnej Wikipedii, pozostałych zachęcam do obejrzenia zdjęcia:)

Na rozdrożu porzuciłem ostatecznie Magistralę Tatrzańską, obierając zielony szlak do Tatrzańskiej Łomnicy. Tu przyznaję, że szedłem już w zasadzie na azymut. Albo gdzieś źle poszedłem (bardzo prawdopodobne:), albo szlak był bardzo słabo oznakowany, w każdym razie aż do stacji początkowej znaków praktycznie nie uświadczyłem. Zgubić się jednak nie sposób, wystarczy iść cały czas mniej więcej w okolicy kolejki. Widoki na Tatrzańską Łomnicę całkiem do rzeczy:

Za stacją początkową jeszcze odrobina asfaltu, jeszcze trochę lasu i wyszedłem przy parku znajdującym się w centrum Tatrzańskiej Łomnicy.

Trasa: