Gerlach to mój niezrealizowany cel na ten rok. Ale chociaż na najwyższy szczyt Tatr i całych Karpat ostatecznie wejść mi się nie udało, to na zakończenie udanej słowackiej części tatrzańskiego wyjazdu wszedłem na Małą Wysoką – mając tym samym Gerlacha niemalże na wyciągnięcie ręki.

Z Tatrzańskich Zrębów na Małą Wysoką przez Wielicką Dolinę

Niebieski szlak zaczyna swój bieg vis-a-vis stacji elektriczki. Z początku odniosłem wrażenie, że szlak znajduje się w stanie połowicznego zarośnięcia, przez co nie wzbudził jakiegoś wielkiego zaufania. Potem było lepiej, droga stała się bardziej wyraźna, natomiast drzewa pochlapano nad wyraz oszczędnie; znaki dostrzegałem akurat w momencie, kiedy kolejny z moich alertów zaczynał się po cichutku odzywać: „Zgubiłeś się, zgubiłeś się!” – niby gdzie się miałem zgubić, na prostej drodze?! Ale cykora ze mnie ciężko chyba będzie wyrzucić:)

Od czasu do czasu dostrzegałem szczyty okalające Wielicką Dolinę:

I bawiłem się w myślach, próbując zgadnąć, który z nich to Gerlach – ale to raczej w głębi, z tej perspektywy pewnie niewidoczny.

Po niedługim podejściu pod górę dotarłem do skrzyżowania szlaków niebieskiego i żółtego. Dalej obrałem żółte znaki – droga stała się wyraźniejsza i zdecydowanie lepiej oznakowana. Szlakiem tym będę później wracam do Starego Smokowca.

Z czasem drzewa na skraju szlaku przerzedziły się, ukazując potężne szczyty tonące we mgle. To znak, że już blisko Niżni Wielicki Ogród:

Choćby po tym zdjęciu widać, skąd wzięła się nazwa tej polany

Jeszcze podejście pod górę… i hotel górski Śląski Dom, popularne miejsce startowe śmiałków pragnących zmierzyć się z Gerlachem. Otoczenie Śląskiego Domu robi wrażenie:

Śląski Dom

Szczyty nieopodal

Wielicki Staw i zasilający go wodospad

Z tej perspektywy nawet lepiej widać

Widoczność, na samym początku wycieczki, od momentu wejścia do Wielickiej Doliny znacznie się pogorszyła. Oczywiście zacząłem myśleć o powrocie lub ewentualnej alternatywie, w końcu uznałem, że gdzie dojdę, tam dojdę, ostatecznie (spojlerując) doszedłem na Małą Wysoką 🙂

Ale żeby to zrobić, to najpierw trzeba było podejść dosyć ostro pod górę – szlak prowadzi niemalże brzegiem Wielickiej Siklawy. Z tej perspektywy Wielicki Staw i Śląski Dom prezentują się nader ponuro:

Posępnie wyglądał również Wielicki Ogród. Zdjęcia z internetów sugerują, że bywa tu zielono, pięknie i kwitnąco, ja natomiast zastałem taki obrazek:

Wygodnym kamienistym szlakiem minąłem niewielki Kwietnicowy Staw, który w latach swojej świetności był sporym jeziorem, oraz potok Wielicka Woda. Kiedy podchodziłem ku Wyżniemu Wielickiemu Ogrodowi, poczułem promyk nadziei, że żadna mgła mi nie przeszkodzi i będę mógł podziwiać piękne widoki.

Ładnie prezentuje się Długi Staw:

A to surowe szczyty, wśród nich mój dzisiejszy cel, Mała Wysoka:

To po prawej, po lewej również księżycowo:

Tuż przed przełęczą Polski Grzebień wygody się skończyły, zaczął się mój najmniej ulubiony rodzaj szlaku: piargi i drobne kamienie, chętnie osuwające się spod stóp. Uwaga wskazana! Ostatnie podejście zabezpieczone jest łańcuchami i klamrami.

Z przełęczy Polski Grzebień widoki kapitalne:

Na Dolinę Litworową

Na Dolinę Wielicką

Po krótkim podziwianiu widoków ruszyłem dalej, pragnąc stoczyć walkę ze zbliżającą się mgłą. Rękawicę podjąłem, ale byłem na straconej pozycji, bo widoczność w jednej chwili spadła do kilkunastu – kilkudziesięciu metrów. A ostatnie podejście na Małą Wysoką jest… specyficzne. Są łańcuchy, jest nieco ekspozycji, są piargi, a ostatnie podejście wymaga użycia tyleż nóg, co i rąk (bo głowy używamy cały czas:).

Na szczycie musiałem zawierzyć tabliczce, bo sam prócz mleka nie widziałem nic:

Na Małą Wysoką, podobnie zresztą jak na Krywań, pewnie będę chciał wrócić – aby te osławione panoramy móc podziwiać:) Brak widoków nie przekreśla jednak tego, że to naprawdę fajny i zróżnicowany szlak.

Zejście przez Wielicką Dolinę i dalej żółtym szlakiem do Starego Smokowca

Może gdybym chwilę dłużej poczekał, coś bym jednak zobaczył, bo mgła jakby nieco odpuściła:

Taki widok na Małą Wysoką z zejścia

Długo schodziłem tym samym szlakiem. Nie lubię się powtarzać, więc niech wystarczą zdjęcia:

Z Polskiego Grzebienia na Wielicką Dolinę – tym razem widoczność już nieco gorsza niż niespełna dwie godziny wcześniej

Szczyty okalające Wielicki Ogród

Z tej perspektywy widać, jak niewiele zostało z Kwietnicowego Stawu

Tak dotarłem do skrzyżowania szlaków niebieskiego i żółtego. Niebieski tym razem zignorowałem, poszedłem dalej żółtym, gdzie od czasu do czasu spomiędzy drzew otwierały się całkiem niczego sobie widoki:

Tak doszedłem do Starego Smokowca. Na tyle, na ile zdążyłem ocenić, stwierdzam, że miejscowość śliczna jak z obrazka – na pewno zasłużył na dłuższy pobyt i choćby parę zdjęć, ale to oznaczałoby wykorzystanie czasu, którego nie miałem, jeśli chciałem zdążyć na rozsądne połączenie elektriczki do Tatrzańskiej Łomnicy. Zdążyć na szczęście zdążyłem, ale to oznaczało, że Stary Smokowiec praktycznie przebiegłem 🙂

Trasa: