Tak a propos tytułu dzisiejszego wpisu: jest taka powieść autorstwa Mario Puzo (tego, który dał światu „Ojca chrzestnego) „Czwarty K” – o członku klanu Kennedych, który poszedł w ślady swych przodków i został prezydentem, a następnie rozpętał totalną wojnę z terroryzmem. Góry i thiller polityczny to dosyć odległe konotacje (chyba że ktoś taszczy ze sobą na szczyt jakąś lekturę – pochwalam, ale sam tego nie robię, bo cały plecak z reguły zajmuje mi prowiant i inne wyposażenie:). Moje skojarzenie wzięło się stąd, że w Beskidach na terenie zaledwie kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych znajdują się przynajmniej cztery szczyty, których nazwa zaczyna się na L: Lubomir w Beskidzie Makowskim/ Wyspowym, Lubań w Gorcach, Luboń Wielki i Lubogoszcz w Beskidzie Wyspowym. Na Lubogoszcz właśnie wszedłem w sobotę 5 listopada na rozpoczęcie krótkiego pobytu w Mszanie Dolnej.

Dlaczego Beskid Wyspowy i dlaczego teraz?

Jak pisałem przy okazji fotorelacji ze zdobycia Lubonia, wiele wody w Mszance przepłynęło, odkąd byłem w tamtych rejonach. Krótki wrześniowy spacer okraszony zdobyciem Lubonia rozbudził mój apetyt na powrót w Beskid Wyspowy, a ponieważ: a. miałem do wykorzystania jeszcze jeden dzień urlopu; b. na weekend zapowiadano piękną pogodę (być może ostatnią taką w tym roku); c. udało mi się znaleźć noclegi blisko dworca autobusowego:)… No to decyzja mogła być tylko jedna: jadę!

Niestety, nie obyło się bez strat. W dniu przyjazdu mój aparat, który dobrze służył przez ostatnie niemal dwa lata, odmówił posłuszeństwa (cholerny „Błąd obiektywu”…). Tym razem więc będziecie skazani na moje wypociny, zamiast podziwiać piękne widoki, których w Beskidach nie brakowało.

Na Lubogoszcz z Mszany Dolnej

Z Mszany na szczyt prowadzą dwa szlaki – zielony i czerwony, które swój bieg rozpoczynają przy dworcu autobusowym i rozdzielają się przy zabytkowym kościele (polecam wejść na chwilę, kunsztownie zdobione wnętrze). Ja na wejście wybrałem szlak zielony, czerwonym będę wkrótce schodził.

 

Widok na Lubogoszcz od wschodu

Lubogoszcz od wschodu. Zdjęcie z: https://pl.wikipedia.org/wiki/Lubogoszcz_(Beskid_Wyspowy)

Szlak na Lubogoszcz prowadzi początkowo ulicami miasta, dopiero na takiej niewielkiej polance wchodzi w las. I cały czas mocno pod górę; trzeba się do takich przewyższeń przyzwyczaić, w Beskidzie Wyspowym to standard. Pewnym utrudnieniem może być stan szlaku: kilka dni wcześniej naprawdę konkretnie padało i droga jest błotnista, a przez to śliska. Na dużym odcinku szlak zmienił się w górski strumyczek:) Nowe buty spokojnie dają radę, zarówno pod względem przyczepności, jak i nieprzemakalności, natomiast w warunkach zimowych (a takie panowały jeszcze tydzień wcześniej) bez raczków mogłoby być ciężko.

Po jakiejś półtorej godzinie doszedłem do skrzyżowania ze szlakiem czerwonym, a szlak się poziomuje. To sygnał, że do szczytu już niewiele zostało. Skręciłem w prawo i faktycznie – po paru minutach ukazała się tabliczka ze szczytem, krzyż oraz stół, który najpewniej służyć może również jako ołtarz podczas odprawianych tutaj co jakiś czas liturgii. Na szczycie można wygodnie przysiąść na przygotowanych ławkach i podziwiać (ograniczony dosyć mocno przez drzewa) widok chociażby na Ćwilin.

Zagospodarowanie szczytu Lubogoszcza. Zdjęcie z: https://pl.wikipedia.org/wiki/Lubogoszcz_(Beskid_Wyspowy)

I powrót z Lubogoszcza też do Mszany

Odpocząłem chwilę, konsumując śniadanie (wcześniej za bardzo nie było na to czasu, pobudka o 4, aby zdążyć na Polskiego Busa do Krakowa nie zachęcała do jakiś dłuższych nasiadówek przy posiłku) i ruszyłem w drogę powrotną. Minąłem skrzyżowanie z zielonym szlakiem, aby dalej schodzić czerwonym. Tu deszcze dały o sobie znać najbardziej, kałuże niejednokrotnie zajmowały niemal całą szerokość traktu.

Po przejściu niewielkiej przełęczy osiągnąłem niższy ze szczytów: Lubogoszcz Zachodni (jakieś pół godziny od dotarcia na wyższy szczyt) i rozpocząłem zejście. Spacer sympatyczny, chociaż trzeba uważać na śliskie kamienie; było tam jedno miejsce na takich kamiennych płytach, na którym się wyłożyłem:) Ze szczytu można też zejść czarnym szlakiem do Kasinki Małej; to niezła opcja na lato i nocleg, bo przy szlaku znajduje się baza namiotowa.

Najładniejsze widoki otworzyły się na sam koniec. Kiedy szlak schodzi z lasu na asfalt, oczom ukazuje się Mszana wraz z przyległościami w całej swej okazałości, nad którą górują inne szczyty Beskidu Wyspowego (Szczebel, Luboń z charakterystyczną wieżą widokową, po lewej Ostra…), a w dole przepływa Mszanka. Spokojnie można usiąść na chwilę i się pozachwycać:)

Trasa: