Legii Warszawa i ITI
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jeden dzień, dwie wypowiedzi dwóch wysoko postawionych w Legii Warszawa i ITI ludzi na temat stadionu, finansów i marketingu. Wojciech Kostrzewa i Leszek Miklas mówili dziś w gazetach o rzeczach bardzo ważnych dla wszystkich kibiców naszego klubu, więc najpierw ich zacytuję, a potem dam im radę.

Zaczął Leszek Miklas: “Proszę mi wierzyć, że to poczucie braku bezpieczeństwa na stadionie Legii jest wszechobecne. Robiliśmy badania, z których wynikało, że 83 procent warszawiaków zainteresowanych przychodzeniem na Legię odpowiadało, że nie pojawia się na meczach, bo jest niebezpiecznie. To będzie główne zadanie dla nas, żeby przekonać tych ludzi, że na nowym obiekcie będzie inaczej” – mówi.

Panie Prezesie, nic prostszego! Wystarczy PRZESTAĆ opowiadać w gazetach i innych tubach propagandowych kanałach komunikacji masowej, że na obecnej i byłej Legii jest niebezpiecznie. Kiedy w telewizji i internecie przestanie się ilustrować wszystkie materiały o przemocy nierzadko archiwalnymi zdjęciami z Łazienkowskiej (albo zwykłymi obrazkami kibiców, na przykład podczas przemarszu), powinno być lepiej.

Pomoże też zatrudnienie ludzkiej ochrony zamiast osiłków, którzy traktują kibiców jak bydło. Bo, uważa Pan, kiedy w 2011 roku pracownik klubowej służby bezpieczeństwa uderzy kobietę z wymarzonej przez klub wyższej klasy średniej, może nie skończyć się tylko na artykułach w internecie.

Oczywiście rozumiem, że jest to świadoma strategia klubu: dopóki nie ma nowego stadionu, trzeba opowiadać o złych kibicach na Łazienkowskiej (podkreślam: na Łazienkowskiej, a nie na mieście czy na wyjazdach) jak najwięcej. Kiedy zaś nowy stadion stanie, PR-owcy i działacze Legii, jak za dotknięciem magicznej różdżki, zaczną opowiadać o tym, jak to fani Wojskowych upamiętniają Powstania, oddają krew i pomagają niepełnosprawnym.

Jako drugi wypowiedział się dziś Wojciech Kostrzewa: w wywiadzie dla Rzeczpospolitej ogłosił obawy, czy Legia Warszawa zdoła wejść na giełdę: “Musimy wykorzystać czas, gdy jesteśmy pozbawieni stadionu, do wypracowania koncepcji marketingowej, by w 2011 r. na nowy stadion przyciągnąć jak największą publiczność”.

Nie mam opinii na temat tego, czy klub powinien wchodzić na giełdę, czy nie (a Wy macie? Chętnie poznam w komentarzach!). Nie znam się na tym, nie jestem w stanie zawyrokować, czy jest to dla niego szansa, czy ryzyko (kibice Ruchu Chorzów pewnie nie są zachwyceni, ale wejście Niebieskich na New Connect od razu było skazane na porażkę). Ale wiem, że jeśli w 2011 roku średnia widzów na stadionie ma nie spadać poniżej 25 tysięcy widzów, to trzeba sięgnąć do kieszeni i zacząć kupować prawdziwe gwiazdy, a nie uprawiać transferowy hazard. Tylko wielcy piłkarze – uznani reprezentanci kraju – i ciągłe sukcesy przyciągną takie masy widzów.