Dopiero w ostatni weekend lutego udało mi się zorganizować wyjazd – pierwszy od kilku tygodni. Nie przestraszyłem się przy tym nieprzychylnych na niedzielę prognoz… i bardzo dobrze, bo obie wycieczki były bardzo udane! Zresztą więcej poniżej.

Sobota – w Karkonosze i na Skalny Stół z Karpacza

W Karkonoszach (o dziwo) bywam stosunkowo rzadko. Tym razem wybrałem się pomimo tego, że dzień wcześniej na Śnieżce panował istny huragan; dzięki ostrzeżeniom wiem, że w piątek na Królowej Karkonoszy wiało z prędkością 115 km/h.

Ale minął jeden dzień… i szczęście miałem niesamowite. Po tym, jak wyszedłem z busa, Karpacz przywitał mnie piękną pogodą. Tego dnia wybrałem się na Skalny Stół, należący do Diademu Gór Polski. Z tego, co się orientuję, to trasa czarnym szlakiem prowadzącym na Sowią Przełęcz jest chyba najłagodniejsza – idealna na zimowe warunki. Droga prowadzi najpierw ulicami malowniczego Karpacza, a następnie wchodzi w las i niejako niepostrzeżenie się podnosi.

Chociaż droga jest stosunkowo łagodna, to i tak trzeba tam zachować ostrożność. Podczas wchodzenia przydały się raczki (antypoślizgowe nakładki), bo świeży śnieg tylko przykrywał oblodzone kamienie.

Na Sowiej Przełęczy można odpocząć na ławce. Drugie śniadanie i chwila zawahania… piękna pogoda, dużo osób maszerujących w stronę Śnieżki, ledwie półtorej godziny na Królową Karkonoszy… Może jednak zmienić cel wycieczki? Przypomniałem sobie jednak o jednym ze swoich przykazań: aby nie dać się chwilowemu entuzjazmowi, i po krótkim posiłku (na przełęczy jednak trochę wiało) udałem się w stronę Skalnego Stołu.

Z Sowiej Przełęczy na najwyższy szczyt Kowarskiego Grzbietu jest już tylko rzut beretem. Na szczycie takie oto widoki:

  • na Czarną Kopę:

  • na Karpacz (a przynajmniej musicie mi uwierzyć, że tam na dole jest Karpacz – telefon robi jednak rachityczne te zdjęcia:)

Ze Skalnego Stołu zszedłem niebieskim szlakiem w stronę Przełęczy Okraj, po drodze zdobywając też Czoło, a następnie odbiłem w zielony szlak prowadzący tzw. Tabaczaną Ścieżką. Zimą jako zejście bardzo dobre, jako wejście natomiast… cóż, mijałem turystów, którzy umęczeni byli strasznie. Niemniej jednak warto przejść ten szlak, bo prowadzi przez Budniki: dawną osadę, która wyludniła się kilkadziesiąt lat temu. Choć relatywnie mało czasu minęło, to z Budnik zostało niewiele – ot, kilka fundamentów, które i tak były przysypane śniegiem i pewnie mało kto by o wioseczce pamiętał… gdyby nie miłośnicy tych okolic, którzy postawili tabliczki w miejscach, gdzie dawniej mieściły się budynki osady. Zjadłem na przykład trzecie śniadanie (lub też turystyczny obiad, jak kto woli, złożony z kanapki z pasztetem) w miejscu dawnej gospody, gdzie ponoć smażono pyszne naleśniki.

Zielony szlak prowadzi przez Budniki, a następnie przy Szerokim Moście łączy się z czarnym szlakiem, którym wchodziłem na Sowią Przełęcz i którym ostatecznie wróciłem do Karpacza. Stamtąd bus do Jeleniej i pociągiem do Wrocławia.

Trasa: mapa-turystyczna.pl.

Niedziela – w Góry Bystrzyckie i na Jagodną z Bystrzycy Kłodzkiej

W niedzielę 26.02 wybór padł na Góry Bystrzyckie z dwóch powodów:

  • dawno temu (bo w listopadzie) po raz ostatni byłem w Sudetach Wschodnich;
  • czytałem na różnych blogach, że to łagodne i spokojne góry, a że zapowiadano ulewy na całym Dolnym Śląsku, to wydawały mi się rozsądną opcją.

Do ulew nie doszło ostatecznie; cała niedziela (poza pewnymi „momentami”, gdy chmury faktycznie się zbierały) była ciepła i słoneczna. A co do samych gór, to powiem tak: jestem w stanie zrozumieć, dlaczego turystom niezbyt to pasmo przypada do gustu, ale:

  • nie każdy szczyt (zwłaszcza w Koronie Gór Polski) musi wyciskać z człowieka siódme poty;
  • nie jest prawdą, że tu nie ma żadnych widoczków. Owszem, szlak prowadzi głównie lasem, natomiast czy to z jednej strony, czy z drugiej między drzewami widać na przykład Góry Orlickie czy prezentujący się w całym swym majestacie Masyw Śnieżnika:

Co do samej trasy: zaczyna się ona nieopodal dworca PKP w Bystrzycy Kłodzkiej i wiedzie początkowo przez ciekawie usytuowane na wzgórzach miasto z  tajemniczymi krętymi uliczkami. Następnie wzdłuż asfaltówki przez wsie; w pewnym momencie szlak schodzi z drogi w prawo do lasu. Zaczynają się przewyższenia, łagodne, acz stałe i będzie tak już do samej tzw. autostrady sudeckiej. Odkąd po raz pierwszy wszedłem do lasu aż do momentu wyjścia na asfalt autostrady sudeckiej nie spotkałem żadnego człowieka, za to przede mną przebiegło kilka jeleni. Jeśli ktoś się boi spotkania z dzikim zwierzęciem, polecam śpiewać na tym odcinku; mnie z moim głosem na pewno pomaga:)

Autostrada sudecka prowadzi do schroniska na Przełęczy Spalona, skąd po krótkim odpoczynku niebieskim szlakiem udałem się na Jagodną. Polecam trzymać się niebieskich znaków; kusi wprawdzie, żeby iść cały czas szutrową drogą i zignorować szlak, który parę razy wkracza w las, ale droga ta kilkakrotnie krzyżuje się ze szlakami narciarskimi, prowadzącymi w inną stronę niż pożądany szczyt:)

Podchodząc na Jagodną trzeba zachować czujność… bo łatwo szczyt przegapić:) Jest on jedynie zaznaczony tabliczką na wieżyczce, która to tabliczka i tak jest do połowy zbita.

Po krótkim odpoczynku zejście. W tę stronę jest już nieco stromiej (jak na Góry Bystrzyckie oczywiście). Niebieski szlak w pewnym momencie łączy się z żółtym, wspólnie przez chwilę prowadzą drogą do Przełęczy nad Porębą. Tutaj się rozdzielają, ja natomiast idę już bez szlaku krętą asfaltówką w dół, przez malowniczą wieś Poręba, pięknie usytuowaną na zboczach wzgórz. Stamtąd natomiast już prosta droga do dworca PKP Długopole – Zdrój, skąd pociąg zabiera mnie do Wrocławia.

Jakie kolejne plany na te góry? Na pewno tu wrócę:) Wycieczka mi się spodobała, wbrew opiniom pasmo przypadło mi do gustu, a że jest rozległe, to ciągle zostało mi sporo do zdobycia – jak chociażby odcinek między Dusznikami a Przełęczą Spalona, który pewnie pokonam na rowerze.

Trasa: mapa-turystyczna.pl – i do tego trzeba dodać 6,5 km z Przełęczy nad Porębą do dworca w Długopolach.