Po sobotniej wycieczce w tereny dobrze mi znane przyszedł czas na niedzielne odkrywanie pasma wciąż pozostającego dla mnie pewną niewiadomą. W Górach Bystrzyckich byłem raz – w zeszłym roku przy okazji zdobywania koronnej Jagodnej. Tym razem wybrałem się w miejsce, gdzie stykają się z Górami Orlickimi. Dość powiedzieć, że gdzieniegdzie Wolarz jest zaliczany właśnie do tego drugiego pasma. Zagwozdki geograficzne pozostawiam jednakże geografom, a sam ruszam z plecakiem i mapą:) Czego efektem są zdjęcia, które zobaczycie poniżej.

Na Kamienną Górę z Polanicy Zdrój

Z dworca w Polanicy żółtym szlakiem dosyć długo drogą asfaltową. Warto obejrzeć się za siebie, bo już tutaj można podziwiać ładny widok na Góry Stołowe. Panorama tego sympatycznego pasma będzie mi zresztą towarzyszyć przez całą wycieczkę:

Na Przełęczy Sokołowskiej jest ławeczka, gdzie można odpocząć, podziwiać widoczki – z jednej strony wspomniane Góry Stołowe, z drugiej widok na nieodległe wzniesienia (jeśli nie nie mylę) należące już do masywu Wolarza:

Zaraz (w końcu!) opuszczam asfalt i udaję się dosyć wąską, ale dobrze widoczną ścieżką w las. Tu pierwsze zaskoczenie tego dnia – Jagodną zapamiętałem jako górę mało wymagającą i łagodną, tymczasem tutaj podejście jest stosunkowo strome. Szlak okrąża zbocza Kamiennej Góry; jeśli ktoś się zastanawia, skąd się wzięła nazwa, to zalegające głazy powinny rozwiać wątpliwości:

Kamienna Góra zdobyta!

Od miejsca zaznaczonego jako szczyt jest jeszcze dosłownie parędziesiąt kroków do tarasu widokowego, skąd rozciąga się piękna panorama na Góry Stołowe, Polanicę Zdrój i mniejsze miejscowości wokół:

Wolarz – czarnym szlakiem z Kamiennej Góry

Czarny szlak na Wolarza (i dalej, ku Wambierzycom) z Kamiennej Góry został wytyczony jakoś pod koniec ubiegłego roku/ na początku obecnego. Siłą rzeczy moja mapa Sudetów Wschodnich wydawnictwa ExpressMap sprzed dwóch lat nie mogła go uwzględnić:) Ale nic nie szkodzi – przed wycieczką sam go sobie wyrysowałem na mapie i się okazało, że z przebiegiem niemal trafiłem. Bez obaw mogłem się poruszać tym szlakiem, bo oznakowany był wzorowo. Jakiś czas towarzyszyły mu znaki czerwonego serca na białym tle – wcześniej się z czymś takim nie spotkałem, a to podobno Miejska Trasa Turystyczna, wytyczona przy najciekawszych miejscach. Szlak prowadzi między innymi na coś, co w pierwszej chwili wziąłem za formacje skalne, a co się okazało ruinami bunkrów:

Zimą wskazana rozwaga, bo dziury w betonie mogą być ukryte pod śniegiem!

Dalej czarny szlak pokrywa się przebiegiem w dużej mierze z zielonym szlakiem rowerowym. A więc jest spokojnie i łagodnie, a z jednej z polanek widać już zadrzewiony grzbiet Wolarza:

Żarty się kończą wkrótce po tym, jak czarny szlak rozchodzi się z zielonym rowerowym. Jeszcze tylko kawałek dosyć stromego podejścia – i Wolarz  (jubileuszowy 30 szczyt Sudeckiego Włóczykija na koncie) zdobyty!

Ale prócz tabliczki szczytowej znalazłem tam niestety także… duży syf. Fajnie, że ktoś sobie biwakował na tej sympatycznej górze, ale już niefajnie, że zapomniał po tymże biwaku posprzątać. Mnie ogarnięcie tego bałaganu (pustych butelek, kapsli, tacek plastikowych) zabrało ze dwie minuty i korona z głowy mi nie spadła. Mało tego – zaniosłem to aż do Muflona i rączek nie urwało. Można? Można.

Dopiero później dowiedziałem się, że tego dnia był Światowy Dzień Ziemi.

Z Wolarza do Dusznik

Parę minut od szczytu znajduje się punkt widokowy, z którego rozciąga się piękna panorama Gór Stołowych:

I potem w dół, w dół, w dół – momentami dosyć ostro (to też zaskoczenie) ku drodze asfaltowej. Tu miałem wybór – iść ku stacji PKP w Szczytnej, ale tego nie zrobiłem. I bardzo dobrze, bo ominęłoby mnie to:

Rzut oka na Wolarz

Ładna polanka w drodze ku schronisku

Niewielkie wzniesienia w drodze ku Muflonowi

To samo:)

No i jest – PTTK pod Muflonem, skąd rozciąga się ładna panorama (a jakże!) Gór Stołowych z dobrze rozpoznawalnym płaskim wzniesieniem Szczelinca:

Zszedłem bardzo widokowym niebieskim szlakiem:

Same Duszniki to bardzo ładne i zadbane miasto, z pięknym rynkiem, Dworkiem Chopina i Muzeum Papiernictwa. Na bliższe zapoznanie się nie miałem jednak czasu, bo toczyłem nierówną walkę z uciekającym czasem i rozkładem Kolei Dolnośląskich. Z potyczki tej wyszedłem jednak zwycięsko, bo wpadłem do pociągu dosłownie w ostatniej chwili:)

Trasa: