Gwoli wstępu należy się kilka słów wytłumaczenia. Otóż zazwyczaj w góry wybieram się albo pociągiem, albo autobusem (albo jednym i drugim – też się zdarza:). Dlatego mam małą zagwozdkę ze szczytami i pasmami, które dla turysty niezmotoryzowanego są ciężko dostępne wskutek małej ilości połączeń. Taki problem mam z Górami Złotymi i Bialskimi – o ile ze Stroniem Śląskim jest sporo połączeń na przykład z Kłodzka, o tyle do Bielic (które stanowią dobry punkt startowy do zdobycia Kowadła, Postawnej i Rudawca) w weekend komunikacją publiczną się nie dojedzie. Dlatego kiedy rodzice wyrazili chęć wypadu w góry, stwierdziłem, że ten fakt wykorzystam i zaproponowałem Kowadło w Górach Złotych:)

Na Kowadło z Bielic

Bielice to maleńka miejscowość położona u stóp Gór Złotych i Bialskich. Dojechać tam można jedną jedyną drogą (dosyć wąską zresztą) prowadzącą ze Stronia Śląskiego przez Stary i Nowy Gierałtów. Samochód postawiliśmy na końcu miejscowości, niemal przy samym znaku „Zakaz wjazdu”; miłośników górskich wycieczek było całkiem sporo, ale wolne miejsce jeszcze się znalazło.

Zielony szlak na Kowadło prowadzi początkowo wygodną i szeroką drogą. Można się tu zatrzymać i przez chwilę zapatrzeć się na panoramę miejscowości:

Szlak za chwilę odbija w prawo i do góry. Mnie się szło przyjemnie, mojemu towarzystwu nieco gorzej, ale trasa nie jest jakoś bardzo wymagająca. Na pewno trzeba było uważać na zalegające gałęzie i konary, które pospadały po ulewach poprzedniego dnia.

Szlak zielony łączy się z żółtym, przez chwilę idziemy po płaskim wzdłuż granicy z Czechami. Na rozstaju szlaków z powrotem wybieramy zielony, co nagrodzi nas widokiem szczytów wyłaniających się zza drzew na niewielkiej polance:

I za polanką zagwozdka. W którą stronę iść? Oznaczenia znikają, a coś, co bierzemy za szlak, łączy się z innymi leśnymi dróżkami. W końcu znaną wszystkim turystom metodą prób i błędów trafiamy na ten prawidłowy:) Trzeba po prostu kierować się prosto do góry, w końcu zobaczy się ułożony z kamieni szlak, który prowadzi już na sam szczyt.

Niestety ze szczytu nie zobaczymy żadnych widoczków, bo jest w całości zalesiony. Gdyby ktoś zdecydował się postawić wieżę widokową, jak to ma miejsce na niedalekiej Czernicy (choć tu na pewno jest mniej miejsca), to bym nad pomysłem dłużej się zastanowił:) Wieży widokowej tu nie ma, znajduje się za to kilka płaskich głazów, na których można odpocząć, tabliczka z wysokością oraz nazwą szczytu:

Oraz totalnie niewyeksploatowane krzaczki jagód:) Na szczycie spędziliśmy dobrą godzinę, zbierając owoce – oczywiście nie deptaliśmy roślin i nasze zbieractwo uprawialiśmy możliwie najłagodniej, aby pożytek z jagodzianek mieli też oczywiście mieszkańcy lasów.

Dowody zbrodni:)

W zejściu wybraliśmy szlak żółty – nieco chyba ostrzejszy od zielonego. Mieliśmy plany pójść w stronę Przełęczy Trzech Granic, ale przez te jagody na szczycie zrobiło się stosunkowo późno (bo i późno przyjechaliśmy), a czekała nas jeszcze dwuipółgodzinna podróż powrotna do Wrocławia. Dlatego po dojściu do szlaku zielonego wybraliśmy właśnie ten na powrót do Bielic.

Trasa:

P.S. Jak tak sobie przypomnę, to chyba mój najszybciej zdobyty szczyt w Koronie Gór Polski i jedna z krótszych wycieczek, jakie odbyłem (nawet licząc jagody na szczycie). Nawet Waligóra (którą tradycyjnie zdobywa się z Andrzejówki) zabrała mi więcej czasu, bo szedłem z dworca głównego w Wałbrzychu. Niemniej z pewnością w Złote i Bialskie wrócę, bo to jeden z najmniej mi znanych zakątków Sudetów🙂