Jacekgedlek.pl - blog turystyczny

Rower, góry i wycieczki – z wiarą!

Category: Beskidy (Page 1 of 2)

Wszelkie trudności pokonane – na Lackową

O Lackowej słyszałem różne, w przeważającej części jednak niepochlebne opinie. A że trudno się dostać, a że szlak słabo oznakowany, a że dziki, a że bardzo stromy… Postanowiłem skonfrontować recenzje koronnego szczytu Beskidu Sądeckiego z rzeczywistością i wybrałem się na Lackową trzeciego dnia wyjazdu, za start obierając granicę między miejscowościami Mochnaczka Niżna i Tylicz.

Czytaj dalej

Na beskidzkim odludziu – na Kraczonik

Beskid Sądecki jest pewnie jednym z częściej odwiedzanych beskidzkich pasm. Ot, jest przecież Dzwonkówka w okolicach Krościenka, jest bardzo popularna koronna Radziejowa, stoki Jaworzyny Krynickiej upodobali sobie szczególnie narciarze… Ale nawet w tym popularnym paśmie udało mi się znaleźć miejsca odwiedzane tylko z rzadka. A może nie tyle mnie, co twórcom Diademu Gór Polski :p To Góry Leluchowskie, rozciągające się w trójkącie pomiędzy Leluchowem, Muszyną a Powroźnikiem. Na Kraczonik, koronny szczyt tej części Beskidu Sądeckiego, zdecydowałem się wyruszyć drugiego listopada. Znowu towarzyszyła mi wspaniała pogoda 🙂

Czytaj dalej

Czy to już lato, czy… jeszcze? Na Jaworzynę Krynicką

Nie wykorzystać tak pięknego długiego weekendu listopadowego to prawie przestępstwo! Postanowiłem spędzić go w Krynicy – Zdroju – ładnej miejscowości położonej malowniczo na pograniczu Beskidów: Sądeckiego i Niskiego. Otwarcie musiało być jak zwykle – konkretne, więc zaraz po przyjeździe wybrałem się na Jaworzynę Krynicką. Poniżej krótka relacja.

Czytaj dalej

Beskidzkiego epilogu część druga – Koskowa Góra – Beskidy w pełnej krasie

Druga, ostatnia część beskidzkiego epilogu bardzo udanej majówki. Relację z wejścia na Babicę możecie przeczytać tutaj. Celem na kolejny dzień była Koskowa Góra – najwyższy szczyt masywu wznoszącego się ponad pięknym Makowem Podhalańskim.

Czytaj dalej

Beskidzkiego epilogu część pierwsza – Babica na rozchodzenie

Na zakończenie bardzo udanego weekendu majowego wybrałem Beskid Makowski. A więc – Flixbusem do Krakowa, tam po przerwie na śniadanie busem do Palczy. W trakcie jazdy dowiedziałem się, że niedaleko w nocy spadł obfity deszcz; zresztą niebo wyglądało tak, jakby szykowało się do dogrywki. Cóż, Babica celem numer jeden na ten dzień pozostała, ale miałem pewne małe obiekcje, zwłaszcza że po całonocnej podróży byłem niewyspany, a i musiałem nieść ze sobą cały majówkowy dobytek.

Czytaj dalej

Miało być lajtowo, a wyszło jak zwykle – Gaiki i Magurka w Beskidzie Małym

To już się chyba powoli robi małą świecką tradycją, że całe to sylwestrowe zamieszanie przesypiam, aby Nowy Rok móc rozpocząć gdzieś na szlaku. Tak samo zrobiłem 1 stycznia 2017, kiedy wybrałem się na przepiękne Sokoliki. Tym razem na początek wybrałem Beskid Mały i ładny szlak przez Gaiki na Magurkę Wilkowicką. I tak jak w tytule: miało być lajtowo, a wyszło – cóż, jak zwykle:)

Czytaj dalej

Spotkanie z ponurym zbójem, czyli na Klimczoka z Bielska

Po pokonaniu dużych przewyższeń poprzedniego dnia, 31 grudnia wybrałem się na Szyndzielnię i na Klimczoka. Trasa (jakby wynikało z profilu na Mapie Turystycznej) w teorii miała być łagodniejsza, jednakże znacznie dłuższa. Okazało się też post factum, że przewyższeń pokonałem nawet więcej niż podczas wycieczki na Skrzyczne.

Czytaj dalej

Biednemu zawsze śnieg w oczy, czyli na Skrzyczne ze Szczyrku

Trzy dni wolnego z rzędu na przełomie roku – żal tego nie wykorzystać:) Miałem ciągle do wykorzystania plany w Beskidzie Śląskim, których nie udało mi się zrealizować podczas majówki, tak więc szybkie ogarnięcie noclegów w Bielsku (tuż przed świętami – aż dziwne, że udało mi się znaleźć coś wolnego w miarę dostępnej cenie), zorganizowanie dojazdu i decyzja – jadę! Na pierwszy dzień wybrałem wejście na Skrzyczne.

Czytaj dalej

(Prawie) bezludna wyspa, czyli Ćwilin na deser

Wejście na Ćwilin było zwieńczeniem listopadowego wyjazdu (opisy wycieczek na Lubogoszcz i na Mogielicę tu i tu). Ku mojemu zdziwieniu niemal cała wycieczka upłynęła mi w samotności; jedynie w okolicy szczytu spotkałem miejscowego, który na rozgrzewkę przed pracą wybrał się w góry. Jednym słowem – takie bezludne wyspy:)

Czytaj dalej

Toponimiczne zagwozdki, czyli danie główne z Mogielicy

No właśnie – na Mogielicę czy na Mogielnicę? Długo myślałem, że najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego nazywa się „Mogielnica” (nawet tak na jakiś blogach widziałem), ale ten wpis udowodnił mi dobitnie, że jestem w błędzie:) W każdym razie – abstrahując już nawet od nazwy – góra ta kusiła mnie już od dłuższego czasu. Planowałem już rok temu, ale połączenia z Zakopanem były przeciętne, zdecydowałem się więc wówczas na Lubomir, myślałem podczas tegorocznego wypadu czerwcowego, ale ostatecznie zdecydowałem się na przejście Pienin Spiskich. Ostatecznie wejście na Mogielicę miało być głównym punktem programu listopadowego wyjazdu.

Czytaj dalej

Page 1 of 2