W niedzielę w ramach odkrywania dzikich ostępów Sudetów zabrałem rodziców w Góry Jastrzębie. Naszym celem był jedyny szczyt tego niewielkiego pasma leżący w Polsce – Jański Wierch, a punktem startowym – niewielka miejscowość Okrzeszyn, położona na polsko-czeskim przygraniczu.

Ale zanim o wycieczce, to:

Kilka uwag krajoznawczych, czyli problematyczny Jański Wierch

W zasadzie Jański Wierch jako najwyższy szczyt Gór Jastrzębich powinien znaleźć się w Koronie Gór Polskich. Jednakże przez część polskich geografów bywa zaliczany do Gór Kruczych – część Gór Kamiennych, co generalnie nie jest prawdą, bo granicę między pasmami stanowi Dolina Beczkowskiego Potoku, a i sama geologia wyklucza przynależność szczytu do Gór Kamiennych. Mimo wszystko jednak Jańskiemu Wierchowi pozostał zaledwie (albo aż:) Diadem Gór Polskich.

Wycieczka na Jański Wierch

Abstrahując już od geograficzno-geologicznych dywagacji, wycieczka na Jański Wierch należy do ciekawych, niezbyt wymagających propozycji idealnych dla każdego, kto szuka samotności na szlaku. Oczywiście zdarzało mi się już wcześniej wędrować, nie napotkawszy nikogo na swojej drodze, ale przy tak pięknej pogodzie, jaka była tej niedzieli? Nie wierzę, że wszyscy wybyli w niedalekie Karkonosze🙂

Samochód zaparkowaliśmy przy starym kościele:

Tu już zaczął się niebieski szlak turystyczny, który dobre kilkanaście minut prowadził prosto drogą asfaltową. Kawałek za przystankiem PKS szlak skręca w prawo i po chwili schodzi na polną drogę.

Przez jakiś czas szło się tą drogą wygodnie i bez żadnych komplikacji. Po prawej stronie wznosiły się wzgórza należące do Gór Kruczych:

Sielanka oczywiście nie trwała długo:) Oznaczenia kazały skręcić w lewo, ale tam nagle znaki się urywały, a totalnie zarośnięta droga nie zachęcała do dalszej wędrówki. Krótka dyskusja nad mapą – i zdecydowaliśmy się dalej iść tą polną drogą, bo według planów miała ona pokierować do zielonego szlaku.

I tak też było! Po kilkunastu minutach trafiliśmy na zielony szlak, który (jak każdy szlak graniczny) był już bardzo dobrze oznakowany. Idąc, warto obejrzeć się za siebie; można zobaczyć między innymi malowniczy hotel położony u stóp okolicznych wzniesień już po czeskiej stronie:

Szlak prowadził początkowo płasko brzegiem pola (i cały czas po polsko-czeskiej granicy), by po jakimś czasie wznieść się do góry w ciemny i stosunkowo gęsty las. Cisza była niesamowita; nawet ptaki z rzadka się odzywały. Bardzo lubię takie wędrówki, choć widziałem, że moi rodzice czuli się odrobinę nieswojo, mimo wspólnego towarzystwa.

Wkrótce zielony szlak połączył się z czeskim żółtym. Był to czytelny sygnał, że Jański Wierch jest już bardzo blisko. I rzeczywiście – po dwóch godzinach od wyjścia spod kościoła dotarliśmy na szczyt:

Ze skalnego występu na szczycie rozciąga się panorama 180 stopni głównie na Karkonosze i wzgórza po czeskiej stronie. Na prawo widać bardzo dobrze kulminację Śnieżki, tego dnia skrytej w chmurach.

To zdjęcia ze szczytu:

I powrót do Okrzeszyna

Po dłuższym odpoczynku wróciliśmy dalej zielonym szlakiem. Niedaleko od szczytu widoki otwierają się także na polską stronę – znakomicie widać chociażby Zawory, których najwyższy szczyt, Róg, zdobyłem podczas długiego weekendu majowego.

Występów skalnych takich jak na szczycie w drodze powrotnej było jeszcze sporo. Na jednym z nich zamontowano barierkę i zrobiono niewielki taras widokowy, z którego widoki także były wspaniałe:

W dole widać już zabudowania Petrikovic.

Zejście w tę stronę na pewno było ostrzejsze niż wejście od Beczkowskiego Potoku. Ogólnie jest bardzo przyjemnie, ale rodzicom z małymi dziećmi zalecam szczególną ostrożność, bo miejscami bywają pewne ekspozycje i przepaście – nawet do 20 metrów w dół.

Przy takich formacjach skalnych:

spotkaliśmy pierwszych tego dnia współturystów. Zaraz jeszcze jedno miejsce z widokami:

I zaraz już zejście na drogę, która wzdłuż niezwykle czystego strumienia poprowadziła prosto do Okrzeszyna.

Wycieczka na pewno była udana. Krótka, ale z ładnymi widokami i niewielkimi emocjami podczas szukania niebieskiego szlaku🙂

Trasa:

 

Bazylika krzeszowska na powrocie

Wracaliśmy stosunkowo wcześnie, szkoda więc było nie odwiedzić bazyliki mniejszej w Krzeszowie. To imponująca świątynia z pięknymi freskami i wspaniałymi organami:

Warto odwiedzić Krzeszów na dłużej, bo zorganizowane wycieczki umożliwiają przejście między innymi podziemi opactwa. Ciekawa propozycja na zimę:)