2 maja pogoda była najgorsza podczas całej majówki, skorzystałem więc i pozwiedzałem twierdzę Kłodzko. 3 maja natomiast zdecydowałem się uratować coś z pierwotnego pomysłu na majówkę i skoczyłem do Bielska Białej z myślą o zdobycia najwyższego szczytu Beskidu Małego – Czupla.

Niektórym to może wydać się wariactwem: ponad 4 godziny jazdy (Polskim Busem i Kolejami Śląskimi) w jedną stronę, aby pochodzić po górach przez 5 godzin z okładem. Ale akurat ja nie widzę w tym nic złego:)

Bielsko Biała, położona w kotlinie w otoczeniu szczytów Beskidu Małego i Śląskiego, przywitała mnie mgłą i chmurami. Ale nie ma tego złego, bo, jako że to był 3 maja, wycieczkę i tak zamierzałem zacząć od mszy świętej. Jednym słowem – jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu:) Poprzedniego dnia zrobiłem mały research i bez problemu znalazłem mszę o dobrej godzinie w kościele, który znajdował się mniej więcej w połowie drogi między stacją PKP a początkiem szlaku.

Akurat po mszy się wypogodziło. Z kościoła do wejścia na szlak było nieco ponad trzy kilometry. To moja pierwsza wizyta w Bielsku i będę wracał (na pewno, w końcu trochę szczytów z Diademu Gór zostało mi do zdobycia w okolicy:) ), bo miasto jest naprawdę ładne.

Szlaki prowadzące na Czupel zaczynają swój bieg przy zabytkowym kościele

Ja zdecydowałem się na zielony. Prowadzi on początkowo ulicami przedmieść Bielska, potem delikatnie pnie się do góry. Szlak kilkakrotnie przecina asfaltową drogę, trzeba wtedy zachować ostrożność. Generalnie jednak jest bardzo ładny i widokowy, choć krajobrazy wskutek mgły na pewno były tego dnia nieco ograniczone:

Pierwszy tego dnia szczyt, Magurkę Wilkowicką, osiągnąłem po niespełna dwóch godzinach (licząc od momentu wejścia na szlak) niespiesznego i mało wymagającego marszu. Magurka jest chyba najchętniej odwiedzanym okolicznym szczytem – znajduje się tu schronisko, bardzo blisko jest niewielki sklepik, można podejść też do kapliczki… No i najpewniej rozciągałaby się stamtąd ładna panorama – tą niestety nie dane mi było się nacieszyć z powodu zalegającej przy szczycie mgły:

Po krótkim odpoczynku poszedłem dalej niebieskim szlakiem, który prowadzi grzbietem na szczyt koronnego Czupla. Chyba niewiele osób zdecydowało się tego dnia skończyć wycieczkę na Magurce, bo towarzyszyło mi wielu (jak na moje wycieczki) turystów. I nic dziwnego – pomijając mgłę pogoda na chodzenie po górach była naprawdę dobra.

O tym, że dotarłem na szczyt, poinformowała mnie tabliczka:

Poszedłem jeszcze kawałek dalej i zszedłem czerwonym szlakiem. Wydaje mi się, że jest on chyba najrzadziej uczęszczanym ze wszystkich prowadzących na Czupel (lub z niego) – w każdym razie spotkałem raptem jedną grupę turystów. Na szlaku znajdowało się kilka polan, z których można było podziwiać widoki na pobliskie szczyty Beskidów.

Czerwony szlak poprowadził mnie prosto do stacji PKP w Łodygowicach. Stąd do Katowic i powrót do Wrocławia.

Trasa: mapa-turystyczna.pl.