Pytanie zadane w tytule może brzmieć niedorzecznie, ale… chyba jednak takie nie jest. Najciekawiej nawet zapowiadającą się wycieczkę w źle wspominany koszmar mogą zamienić: nieumiejętne zaplanowanie podróży i trasy, przeszacowanie sił, zła pogoda, zgubienie szlaku (zresztą o tym, co zrobić, kiedy się zgubi szlak, pisałem zresztą w tym wpisie). Dlatego teraz przedstawię, co zrobić, aby z górskich wędrówek wyciągnąć maksimum przyjemności.

Nie ma nic gorszego niż nastawianie się cały ciężki tydzień na jakiś wyjazd, który w ostatecznym rozrachunku będziemy źle wspominać. Żeby nie było: też mi się tak parę razy zdarzyło:) Pierwsze moje samotne wędrówki pamiętam przez pryzmat: zmiennej pogody, do której nie byłem przygotowany, zgubionych szlaków, skręconych kostek, kombinowania z drogą powrotną do domu (e-podroznik.pl to bardzo fajna aplikacja, ale nie wie wszystkiego i nie zawsze ma w pełni aktualne informacje:). Nauczony doświadczeniami stworzyłem taką oto checklistę:

Zawsze sprawdzam pogodę

Najchętniej na kilku różnych stronach, natomiast najlepiej sprawdza mi się Accuweather. Oczywiście zachowuję złoty środek: to znaczy, trochę deszczu, wiatru, śniegu czy mgły to dla mnie żadna przeszkoda (pewnie zorientowaliście się po wrzucanych tu zdjęciach i opisach wycieczek). Gdybym miał czekać na piękną słoneczną pogodę, siedziałbym przez osiem miesięcy w domu:) Ale jeśli szykują się naprawdę złe warunki, nie pcham się na siłę na szlak. Góry mają to do siebie, że poczekają:)

Dostosowuję też szczyty i szlaki do pory roku. Wbrew mniemaniu niektórych turystów Sudety to nie tylko Karkonosze.  Późna jesień, zima, wczesna wiosna – to bardzo fajny czas na poznawanie szlaków rzadziej przez turystów odwiedzanych, a też pięknych.

Planuję dojazd – tam i z powrotem

Moim preferowanym środkiem transportu jest pociąg, rzadziej autobus, samochodem jeżdżę tylko wtedy, gdy inne opcje odpadają. Transport publiczny to duża elastyczność i swoboda (lubię wycieczkę skończyć w innym miejscu, niż ją zacząłem), ale też wymaga pewnych umiejętności planowania. Dlatego też:

  • Jadę możliwie wcześnie rano – aby szybko wyjść na szlak i mieć cały dzień na wędrowanie. Jeszcze nigdy (odpukać!) zmrok nie zastał mnie na szlaku.
  • Jeśli koniec trasy będzie w innym miejscu niż jej początek – zawsze robię tak, że jako punkt startowy wybieram tę miejscowość, do której wiem, że trafić mi będzie trudniej🙂 Oto, o co mi chodzi, przedstawię na przykładzie: załóżmy, że chcę zrobić trasę po Górach Kaczawskich, aby zdobyć Maślaka – Folwarczną. Jako punkt startowy ustalę wtedy Wojcieszów, bo aby się do niego dostać, muszę w Jeleniej Górze przesiąść się z pociągu do busa. Punktem końcowym będzie Trzcińsko, skąd do Wrocławia mogę wrócić bezpośrednio pociągiem. Wolę bowiem mieć problemy z dotarciem na miejsce startowe niż przez całą wycieczkę martwić się powrotem. Niektórzy tak potrafią, ale mnie podejście na zasadzie „jakoś to będzie” nigdy nie wychodziło:)
  • Nigdy nie zakładam, że zrobię trasę szybciej! Mapa-turystyczna.pl to fajna stronka, do wyniku zawsze jednak dodaję przynajmniej pół godziny. Zawsze to dodatkowy czas na kawkę na trasie, drugie śniadanie i podziwianie widoków:) I pod tym kątem właśnie ustalam sobie powrót. Daje mi to margines bezpieczeństwa na wypadek zgubionego szlaku albo innych nieprzewidzianych okoliczności.
  • Nigdy nie zakładam powrotu ostatnim możliwym busem albo pociągiem! Na wszelki wypadek wolę mieć przynajmniej jedno połączenie w zanadrzu. Zwłaszcza jeśli chodzi o połączenia busami – połączenia kolejowe e-Podróżnik oddaje zgodnie z prawdą, ale z kursami autobusowymi bywa różnie.

Dobrze planuję trasę i przygotowuję się

Przed wyruszeniem upewniam się co do długości planowanej trasy (znowu mapa-turystyczna.pl oraz własne mapy), czytam w internecie, czego powinienem się spodziewać (większość tras tak naprawdę robię po raz pierwszy). Marszrutę oczywiście nieraz zmieniam już w trakcie wycieczki, ale nigdy jakoś diametralnie – jak już pisałem w 10 zasadach rozsądnego turystyjeśli zakładałem 15 kilometrów, to znaczy, że pewnie trasy dwa razy dłuższej nie zrobię. Zawsze też zabieram podstawowe wyposażenie: jedzenie, picie, mapy, czołówkę na wszelki wypadek, naładowany telefon, aparat dla upamiętnienia widoków, informuję Rodziców, gdzie się wybieram. Nie zapominam też o modlitwie i o różańcu🙂

Chcę zobaczyć jak najwięcej

W górskich wędrówkach najbardziej nie lubię dwóch rzeczy:

  • zdobywania szczytów „na akord”, „na zaliczenie”;
  • powrotów po własnych śladach (chociaż akurat to czasem mi się zdarza – podczas tegorocznych wycieczek przy okazji zdobywania Dzikowca Wielkiego, Rogu oraz Kowadła).

Bardzo lubię różne zestawienia (zdobywam Koronę Gór i Sudetów Polskich, Diadem, z własnej inicjatywy stworzyłem listę Tysięczników Sudeckich, zmierzę się także z Sudeckim Włóczykijem), natomiast to są dla mnie jedyne pewne wskazówki, co zdobywać i gdzie jechać, a nie sztywne wytyczne. Dzięki Diademowi na przykład poznałem uroki Gór Kamiennych oraz Rudaw Janowickich i na powrót zakochałem się w Beskidzie Wyspowym, ale nie ograniczam się do zdobywania szczytów tylko w ramach tych zestawień.

To pierwsza rzecz. Druga – z reguły ustalam trasę tak, aby ta była możliwie najdłuższa (oczywiście czas przejścia i długość trasy powinny się mieścić w akceptowalnych ramach). Dzięki temu mogę zwiedzić możliwie najwięcej. Świetnym przykładem może być wycieczka na Ćwilin – gdybym zaliczał na akord, wszedłbym z Gruszowca i w jego stronę też bym schodził, co by oznaczało, że nie zobaczyłbym pięknych widoków roztaczających się z Czarnego Działu.

A Wy? Co robicie, aby czerpać przyjemność z górskich wędrówek?