Kwiecień zameldował się fantastyczną pogodą, której żal było nie wykorzystać. Dlatego też w wybrałem się w te rejony Sudetów, w których albo jeszcze nie byłem (Góry Złote i Bialskie) albo z którymi miałem pewne porachunki do wyrównania. Momentami nie było łatwo, bo zwłaszcza szlak na Lesistą Wielką dał w skórę, ale piękne widoki znakomicie wynagrodziły trud. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że pod względem górskich wojaży to był najciekawszy weekend w tym roku. Zresztą – zobaczcie sami!

Sobota – na Czernicę w Górach Złotych i Bialskich

Wycieczka zaczyna się w Stroniu Śląskim, dokąd można przyjechać np. PKS-em z Kłodzka. Żółty szlak na Czernicę zaczyna się idealnie przy przystanku i prowadzi początkowo ulicami miasta. W niewielkim Goszowie trzeba skręcić w prawo, przez mostek, a asfaltówka zaczyna się piąć do góry. Wkrótce zresztą schodzi się z asfaltu; przy leśniczówce trzeba skręcić w prawo, wchodzi się wtedy w las.

Pierwsza ciekawa rzecz na trasie to bliżej przeze mnie niezidentyfikowane ruiny:) Jeśli ktoś wie, jakiego budynku to pozostałość, to będę wdzięczny, bo informacji nie znalazłem:

Do Przełęczy Dział idzie się niemal cały czas lasem, przy czym szlak czasem krzyżuje się z drogą asfaltową. Na przełęczy można chwilę odpocząć w wiacie i ruszyć dalej; przez chwilę żółty szlak krzyżuje się z niebieskim, którym będę wracał za jakiś czas. Zaraz zresztą żółty szlak odchodzi w bok w wygodny leśny trakt, na którym co jakiś czas pojawiają się takie oto widoki, głównie na niewielkie wzniesienia w okolicach Stronia Śląskiego:

Wygodny trakt skończył się niemal pod samym szczytem. Ostatnie podejście było zdecydowanie najostrzejsze podczas wędrówki tego dnia, do tego mimo wysokiej temperatury leżało jeszcze trochę zmrożonego śniegu i błota… Ale opłacało się! Czernica zdobyta:

Choć to nie koniec, bo aby obejrzeć panoramę, należy wdrapać się jeszcze na wieżę widokową:

Z której rozciąga się fantastyczna panorama: na masyw Śnieżnika, na Rychlebskie Hory, na polskie Góry Złote i Bialskie, w tym na najwyższe szczyty pasma (Brusek, Postawną, Rudawiec)

Na szczycie wiało dosyć mocno, co nie przeszkodziło mi w podziwianiu widoków. Droga powrotna początkowo prowadziła tą samą trasą niemalże do Przełęczy Dział; na skrzyżowaniu szlaków obrałem ten oznaczony kolorem niebieskim, bo zależało mi na obejrzeniu jednej z większych atrakcji tych terenów (poza samą wieżą widokową oczywiście:)) – a więc Trzech Sióstr.

Szlak niebieski przy zbiorniku wodnym schodzi z asfaltówki w las, którym idzie się w dół bardzo przyjemnie i łagodnie. Aby zobaczyć Trzy Siostry, trzeba przy polance odejść kawałek ze szlaku w prawo.

Trzy Siostry to formacje skalne, które doczekały się nawet swoich imion:

Wiąże się z nimi ciekawa legenda. Otóż pewnego dnia mężowie sióstr zostali pochwyceni przez łasego na złoto smoka, który rezydował na zboczu Gołoborza. Siostry poszły z okupem, ale widok smoka tak je przeraził, że zamieniły się w kamienie, które możemy podziwiać po dziś dzień. Podobno też w lasach można czasem spotkać duchy mężów, szukających swoich dzielnych żon.

Niebieskim szlakiem zszedłem do Starego Gierałtowa – dosyć dużej, malowniczej wsi. Stamtąd do Goszowa, do Stronia Śląskiego i powrót przez Kłodzko do Wrocławia.

Trasa: mapa-turystyczna.pl

Niedziela – na Lesistą Wielką w Górach Kamiennych

Góry Kamienne zaczynają powoli być moim ulubionym rejonem Sudetów Polskich – ze względu na bliskość z Wrocławiem, dużą ilość zróżnicowanych szlaków i oczywiście piękne krajobrazy. Na Lesistą próbowałem zresztą wejść już w warunkach zimowych, ale wtedy jednak zrezygnowałem. Tym razem rozpocząłem z Sokołowska, gdzie można dojechać busem z Wałbrzycha.

Sokołowsko to dawna miejscowość uzdrowiskowa. Dzisiaj milczącym świadkiem uzdrowiskowego charakteru jest na wpół zrujnowane dawne sanatorium, które trochę straszy zaraz przy wejściu do miejscowości:

Z Sokołowska można na Lesistą wejść czerwonym szlakiem, który w drugą stronę prowadzi do Andrzejówki, lub żółtym szlakiem przez Stożek Wielki. Ja wybrałem tę drugą opcję, bo przeczytałem gdzieś, że wejście mniej wprawnym turystom może sprawić problemy, a ja takie właśnie szlaki uwielbiam:)

Jak się później okazało, podejście od Sokołowska okazało się łatwiejsze od momentami niemal pionowego zejścia do Chełmska Śląskiego, za to na pewno już na starcie oferujące ładne widoki m.in. na inne szczyty Gór Kamiennych:

To, że Stożek Wielki był w swej burzliwej przeszłości wulkanem, można rozpoznać dzięki jego charakterystycznemu trójkątnemu kształtowi o mocno nachylonych zboczach. Wejście po nich nie należy do najłatwiejszych, mimo że wzniesienie ma zaledwie 840 m. Trasę od Sokołowska na Stożek przeszedłem sam (z tego co się orientuję, to jest najrzadziej uczęszczany ze szlaków dojściowych na Lesistą), ale na szczycie mała niespodzianka – grupa turystów właśnie zwijała biwak. Jeden z nich zbierał śmieci całej grupy – i o takie zachowanie właśnie chodzi w górach! Szkoda tylko, że nie wszyscy o tym pamiętają…

Tak jak pisałem wyżej – zejście ze Stożka okazało się trudniejsze i ostrzejsze niż wejście. Z Chełmska Śląskiego wzniesienie prezentuje się w taki sposób:

W Chełmsku Śląskim szlak prowadzi kawałkiem wzdłuż drogi asfaltowej i za chwilę wchodzi w las. Początkowo wije się po szerokiej leśnej drodze do wyrębu drewna i nic nie zwiastuje tego, co stanie się za chwilę… W pewnym momencie strzałka pokazuje w prawo, nakazując wejść po niemal pionowej ścianie z luźnych, usypujących się pod nogami skał i kamieni.

Po kilku próbach i przynajmniej dwóch ześlizgnięciach w końcu mi się udało. Zrobiłem przy okazji coś w rodzaju stopni dla kolejnych turystów, którzy będą wchodzić tą trasą. Ale zimą albo po deszczu – pewnie bym się nie pchał tamtędy.

Kawałek przed szczytem znajdują się trochę już zapomniane szczeliny wiatrowe. A jeszcze kawałek dalej, już niemal pod samym szczytem poznałem sympatyczną Paulinę, która mimo podkręconej kostki zmierzała raźno na Lesistą, aby zejść do Andrzejówki i w ten sposób otrzymać zaliczenie kursu przewodnika sudeckiego. Mam nadzieję, że dotarła i że zaliczenie otrzymała:)

To sam szczyt:

A tu widoki ze szlaku – przed dotarciem na sam szczyt i w zejściu:

Znakomicie widoczna kopuła Śnieżki – to już przy zejściu

Po tych krajobrazach widać szczególnie, dlaczego Góry Kamienne nazywane są Sudeckimi Tatrami. Serio, te krajobrazy niezwykle przypominały mi okolice Doliny Chochołowskiej, a przy pewnej dozie wyobraźni – można by porównać Lesistą Wielką do Grzesia.

Zejście zrobiłem przez Stachoń i Dzikowiec Wielki do Boguszowa Gorców:

To widok z Dzikowca na Boguszów Gorce. Na trzecim planie wznosi się Chełmiec, koronny szczyt Gór Wałbrzyskich

Miałem ochotę w końcu zobaczyć najwyżej w Polsce położony ratusz (to już w Boguszowie), ale ilość ostrych podejść tego dnia dała mi solidnie w skórę, więc już tylko poczekałem na pociąg do Wrocławia.

Trasa: mapa-turystyczna.pl.