Na zakończenie bardzo udanego weekendu majowego wybrałem Beskid Makowski. A więc – Flixbusem do Krakowa, tam po przerwie na śniadanie busem do Palczy. W trakcie jazdy dowiedziałem się, że niedaleko w nocy spadł obfity deszcz; zresztą niebo wyglądało tak, jakby szykowało się do dogrywki. Cóż, Babica celem numer jeden na ten dzień pozostała, ale miałem pewne małe obiekcje, zwłaszcza że po całonocnej podróży byłem niewyspany, a i musiałem nieść ze sobą cały majówkowy dobytek.

Z Palczy na Babicę i z powrotem

Obawy były przedwczesne. Czerwony szlak od początku był bardzo ładny i łagodny:

Co jakiś czas otwierały się niewielkie polanki, a z nich – ograniczone widoki na pobliskie pasma:

Po minięciu przysiółka Końce i przecięciu drogi asfaltowej szlak zaczął się piąć nieco mocniej w górę. To był tak naprawdę jeden z niewielu fragmentów, gdzie się można było zmęczyć; chociaż zapewne nawet bym nie poczuł, gdyby nie podróż z Budapesztu i bagaż na plecach.

Zaraz znowu się zrobiło płasko. Przy dobrej widoczności ze szlaku na Babicę można podziwiać masyw Koskowej Góry, a dalej górujący nad nim Beskid Żywiecki. Rano jednakże dalsze partie gór skryte były w chmurach:

Mimo niskich chmur nie padało, było nawet ciepło, co dawało nadzieję, że jeszcze tego dnia nacieszę się widokami. Szedłem więc raźno przed siebie, gdzieś po drodze minąłem skręt na czarny szlak, którym miałem później wracać. Nie wzbudził on we mnie wielkiego zaufania – niesłusznie, ale o tym za chwilę.

Po jakiś dwóch godzinach dotarłem na szczyt – Babica to 47 szczyt w Diademie Gór Polski:

Potem długo zejście tym samym szlakiem. Zazwyczaj tak nie robię, tutaj jednak nie miałem innej możliwości, jeśli nie chciałem iść do samych Myślenic. Ale dobrze się stało, bo widoczność w ciągu kilkudziesięciu minut znacznie się polepszyła:

Przy skrzyżowaniu z czarnym szlakiem miałem do wyboru – albo cofać się dalej po swoich śladach aż do Końców i tam skręcić w niebieski szlak, albo skręcić jednak w czarny. Nie wzbudził on wcześniej mojego zaufania z uwagi na słabe oznaczenie na początku; okazało się jednak, że niepotrzebnie, bo potem niczego mu nie brakowało. Włącznie z ładnymi widokami:

I atrakcjami przyrodniczymi w postaci Cisów Raciborskiego – jednych z najstarszych w Polsce, liczących około 700 lat. Zdjęć tym matuzalemom nie zrobiłem, bo pogoniły mnie wioskowe psy:)

W zejściu były dwa dosyć niepewne momenty. Pierwszy – gdy szlak poprowadził przez rozchybotany, wyglądający mocno prowizorycznie mostek:

W rzeczywistości ten mostek wygląda tak samo niepewnie:)

Oraz drugi – kiedy czarny szlak poprowadził mnie dosyć ostro pod górę, przez chaszcze, gdzie zdecydowanie zabrakło oznaczeń. Zanim jednak zdążyłem zwątpić, pojawiły się: niebieski szlak, zabudowania Harbutowic, a za nimi – piękne widoki na pobliskie wzniesienia:

Słońce obudziło się już na dobre:)

To już z zejścia ku Przełęczy Sanguszki

A to już kamień pamiątkowy na Przełęczy Sanguszki, upamiętniający inicjatora budowy drogi, która prowadzi przez przełęcz.

Z przełęczy już jakieś dwa – trzy kilometry do najbliższego przystanku w Palczy, skąd pojechałem na kwaterę do Makowa Podhalańskiego.

Trasa: