W poprzednich wpisach opisywałem swoje wejścia na Giewont i Kasprowy Wierch, na Czerwone Wierchy, swoje zmagania z Orlą Percią, fantastyczną i bardzo widokową wycieczkę z Kuźnic przez Zawrat i Szpiglasową Przełęcz do Palenicy Białczańskiej. Czytelnicy poznali również moje zmagania z Tatrami Słowackimi (Krywaniem, Rakuską Czubą i Małą Wysoką). A co z resztą wycieczek? Bo przecież w sumie na dwanaście dni w Tatrach aż jedenastokrotnie wychodziłem w góry! Otóż pozostałe trasy postanowiłem opisać zbiorczo w jednym wpisie.

Na Turbacz z Nowego Targu

To było dzień w Orlej Perci. Nogi miałem jak z waty, a uda protestowały na samą myśl o zgięciu nóg, żadna więc bardziej skomplikowana trasa nie wchodziła w rachubę. Postanowiłem zatem ponownie zdobyć Turbacz po trasie, którą robiłem już dwa lata temu. I tak chciałem wejść ponownie. W sierpniu zgłosiłem akces do Klubu Zdobywców Korony Gór Polski, a ponieważ wcześniej nie zbierałem początek, to przygodę z Koroną rozpoczynam od początku – w końcu króliczka goni się bardzo przyjemnie 🙂 Przed wyjazdem plany miałem inne, myślałem o trasie z Lubomierza przez Gorc, lub z Rabki Zdroju, ostatecznie jednak ból nóg na większą wyrypę nie pozwolił.

Tempo tego dnia miałem… na pewno nie jak dziecko i nie jak emeryt, obie te grupy współturystów na szlakach bardzo cenię i szanuję. Raczej jak… brakuje mi porównania… no dobra, jak człowiek, który dopiero co zmierzył się z Orlą Percią i z tego pojedynku wyszedł zwycięsko, choć obolały:) Wolne tempo pozwoliło mi jednak nacieszyć się fajnymi widokami i bardzo przyjemną trasą.

Trasa:

Starorobociański Wierch

To również jedna z tras, którą robiłem już dwa lata temu. I tu też plany miałem nieco inne – na Siwym Zworniku planowałem skręcić na Błyszcza (to jedno z ostatnich miejsc powyżej 2000 metrów w Polsce, którego jeszcze nie zdobyłem – nie szczyt, bo Błyszcz jest zwornikiem). Ale pogoda tego dnia była słaba, w okolicy Błyszcza gromadziły się burzowe chmury, nieco lepiej sytuacja prezentowała się na Starorobociańskim, zdecydowałem się więc na ten kierunek.

Przy pięknej pogodzie widoki na tej trasie zapierają dech w piersiach. Podczas mgły – też jest bardzo ciekawie. Na pewno inaczej, ale również ciekawie. Ostatecznie nie udało mi się w pełni uniknąć deszczu, ulewa złapała mnie przy schodzeniu z Trzydniowiańskiego Wierchu, na szczęście jednak nie spotkałem się tego dnia z burzą.

Trasa:

Rysy

Pamiętam, jak wchodziłem na Rysy dwa lata temu. Szykowałem się wtedy jak na wojnę: naręcze bananów w plecaku, słodycze, dużo picia, zapasowa koszulka, ogarnięta trasa przez Słowację i wydrukowany rozkład elektriczki znad Szczyrbskiego Jeziora, w razie gdyby było za ciężko. Tym razem oczywiście przygotowałem się podobnie, ale rozkład elektriczki miałem w pamięci dlatego, że po południu tego dnia zapowiadali deszcze.

Prognoza sprawdziła się idealnie. Wchodziłem przy pięknym słońcu, na szczycie zameldowałem się przed 13 (przynajmniej godzinę szybciej niż w zeszłym roku!), tu jeszcze mogłem napawać się pięknymi widokami… Przez dobrych kilkanaście minut, bo zaczęły nachodzić ciemne chmury. Około 15, kiedy byłem już na Buli pod Rysami, cały szczyt tonął w granatowych chmurach, ale deszcz złapał mnie dopiero na asfaltówce do Palenicy Białczańskiej.

Trasa:

Tatrzańskie ostatki – na Sarnią Skałę

Ostatniego dnia po powrocie z Tatrzańskiej Łomnicy do Zakopanego miałem jeszcze kilka godzin do dyspozycji. Postanowiłem wykorzystać je w najlepszy możliwy sposób, to znaczy – oczywiście pójść w góry:) Podczas tej wycieczki zobaczyłem miejsca, w których jeszcze nie byłem: a więc Dolinę Strążyską, wodospad Siklawica, Sarnią Skałę i Dolinę Białego, przechodząc fragmenty dróg i ścieżek reglowych. Taka trasa to fajny pomysł, kiedy albo brak sił, albo brak czasu na coś poważniejszego, a również gwarantuje ładne widoki.

Gdyby ktoś miał wątpliwości, skąd nazwa „Sarnia Skała”:)

Trasa: