Podobno postanowienia noworoczne są po to, aby je łamać:) Dlatego ja postanowień noworocznych nie składam, a zamiast tego wolę stawiać przed sobą cele. Jest o tyle fajne, że dążenie do realizacji takiego celu wymusza na mnie na przykład zmianę trybu życia. Świetnym przykładem jest 2016 rok. Za cel postawiłem sobie zdobycie Rysów i aby mi się to udało, zrzuciłem zbędne kilogramy, zacząłem chodzić po Sudetach i w ogóle więcej się ruszać.

A co było w tym roku? W styczniu postanowiłem, że wykręcę 5000 km na rowerze przez cały rok. I dosłownie rzutem na taśmę, bo tuż przed świętami udało mi się ten cel zrealizować:)

5000 km na rowerze w rok – to możliwe!

Dla wyczynowców pewnie bariera 5000 km na rowerze w ciągu roku to nie jest jakieś wielkie wyzwanie. Dla mnie jednak oznaczało, że o prawie półtorej tysiąca polepszę życiowy wynik. Chęć zrealizowania tego celu sprawiła, że:

  • znajdywałem w sobie duże pokłady silnej woli – zwłaszcza w miesiącach wczesnowiosennych i jesienno-zimowych, kiedy to aura nie zawsze sprzyjała jeździe na rowerze;
  • polepszyłem technikę jazdy – bardzo mi w tym pomogły noski rowerowe, o których pisałem w tym wpisie;
  • zainwestowałem w dobre ciuchy na chłodne i zimne dni – pisałem o tym w artykule „Jak się przygotować do jazdy na rowerze zimą”;
  • jeździłem coraz dalej i dalej – w tym roku skupiłem się na eksploracji terenów na południu Wrocławia. Zakochałem się też w wycieczkach, które zakładają powrót pociągiem – dzięki temu mogłem kręcić więcej i dalej. A podczas wakacji nad morzem zjechałem praktycznie całe wybrzeże zachodnie (tu, tu oraz tu znajdziecie mój subiektywny wykaz najciekawszych tras nad morzem);
  • przez kilka miesięcy niemal całkowicie zrezygnowałem z komunikacji miejskiej – dojazdy do pracy i z powrotem to łącznie 30 kilometrów.

Kluczowy okazał się wrzesień – wykręciłem wówczas dokładnie 1001 kilometrów:)

Jaki cel na 2018 rok?

Przede wszystkim stawiane cele powinny być: konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne oraz określone w czasie (cóż – człowiek może wyjść z korpo, ale korpo z człowieka tak łatwo nie wychodzi:) ). Trochę o tym zapomniałem, zakładając w styczniu zdobycie pewnych określonych szczytów – biorąc pod uwagę różne inne plany i zobowiązania to nie było osiągalne, więc tamten wpis śmiało można uznać za falstart.

Ale dzięki temu cel na 2018 rok mam już gotowy. W 2016 cel był związany z górami, w 2017 – z rowerem, w 2018 spróbuję zrealizować jedno i drugie. Pierwszym celem będzie zdobycie Gerlacha, koronnego szczytu Słowacji i najwyższego szczytu zarówno Tatr, jak i całych Karpat. Drugim – przejechanie 150 km na rowerze w jednej wycieczce. Trzymajcie kciuki 🙂